Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Energianews

Energetyka: Jesteśmy skazani na import prądu

Fotorzepa, Marta Bogacz
W pierwszym półroczu więcej energii wpłynęło do Polski, niż wypłynęło z kraju. Ten trend się pogłębia.

W pierwszych sześciu miesiącach roku niemal połowę importowanych w celach handlowych 3,3 TWh energii elektrycznej (ok. 4 proc. zużycia) kupiliśmy w Szwecji. Kolejne 25 proc. zapewniła Litwa, która własnych mocy ma niewiele, ale jest połączona ze wszystkimi sąsiadami, w tym Skandynawami. Niemal 19 proc. sprowadziliśmy z Ukrainy, choć akurat z tym państwem stałego łącznika nie mamy.

W tym roku nie było tygodnia bez „obcego" prądu w naszym systemie energetycznym. Wbrew temu, co dla PAP powiedział wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski, prąd z zagranicy ciągnęliśmy nawet w ubiegły wtorek, kiedy padł rekord zapotrzebowania na moc w szczycie letnim (ponad 23,2 GW). Saldo wymiany z zagranicą wyniosło 625 MW.

Zimowy wyjątek

– Przez najbliższe lata Polska nie zdoła powrócić na pozycję eksportera netto energii, a ilość napływającego do nas prądu będzie rosła z roku na rok – przewiduje Aleksander Śniegocki, analityk WiseEuropa. Dynamiczny rozwój zielonych elektrowni za naszą zachodnią granicą sprawia, że średnie ceny hurtowe są tam znacznie niższe niż u nas.

Wyjątkiem są takie sytuacje jak na początku roku, kiedy mroźna zima i problemy francuskich elektrowni atomowych podniosły ceny w wielu europejskich krajach. W efekcie w pierwszym półroczu polskie spółki eksportowały 2,6 TWh prądu, dziesięć razy więcej niż w tym okresie w 2016. Jak wskazuje PGE w sprawozdaniu za I kwartał, cena u nas była o 24 zł/MWh niższa od średniej w Niemczech i o 28 zł/MWh niż w Czechach. Przewagę utrzymały jednak Szwecja (średnio 13 zł/MWh taniej) i Litwa, gdzie za prąd płacono średnio o 4 zł/MWh mniej.

Przejściowe odwrócenie sytuacji handlowej może nastąpić na początku przyszłej dekady z uwagi na wyłączanie w Niemczech siłowni jądrowych, o ile nie uruchomią stojących dziś bezużytecznie „gazówek". – W obliczu spadającej konkurencyjności węgla (prognozowany jest wzrost cen uprawnień do emisji) pod koniec lat 20. wróci przewaga importu – twierdzi Śniegocki.

Taniej dla odbiorców

Korzyści z napływającej do kraju tańszej energii odczułyby gospodarstwa i firmy. Mosty energetyczne są też zabezpieczeniem na wypadek niedoborów u nas, co widać po uruchomieniu połączenia z Litwą i udrożnieniu przepływów handlowych z Niemcami.

– Im szersza techniczna zdolność wymiany z zagranicą, tym lepiej dla gospodarki. Ważne, by wykorzystać infrastrukturę do zarabiania – uważa Herbert L. Gabryś z Krajowej Izby Gospodarczej. – Przejawem braku kompetencji jest dążenie do samowystarczalności czy straszenie zwiększeniem importu – dodaje.

– To kwestia braku pełnego zaufania do tego, że Niemcy oraz pozostali partnerzy w pełni wdrożą ustalenia w chwili kryzysu, gdy mocy zabraknie po obu stronach granicy – zwraca jednak uwagę Śniegocki. – Nie są to obawy bezzasadne, bo nasi sąsiedzi już opóźniali wdrażanie mechanizmów ograniczających nieplanowane przepływy. Powinniśmy jednak raczej zabiegać o sprawniejsze egzekwowanie ustaleń na szczeblu unijnym, zamiast rezygnować z tworzenia wspólnych rezerw – zauważa Śniegocki.

Opinia

Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii

Polska ma teoretyczną szansę powrotu do pozycji eksportera energii po 2020 r. – hurtowe ceny w Niemczech mogą wtedy wzrosnąć, ze względu na wyłączenia elektrowni atomowych. Czy tak się stanie, zależy od wielu czynników. Eksport podnosi hurtowe ceny w kraju, a import je obniża, co jest ważne dla przemysłu. Powinno nam zależeć na nowoczesnej, innowacyjnej polskiej energetyce podążającej za megatrendami. Potrzebne jest ułożenie relacji z sąsiadami, byśmy mogli importować prąd, kiedy go potrzebujemy, a eksportować, kiedy potrzebują sąsiedzi – może to tylko pomóc.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL