Energianews

Ustawa wiatrakowa może być korzystna dla firm energetycznych, ale po nowelizacji

Bloomberg
Niespełna tydzień mija od wejścia w życie ustawy wiatrakowej, a już mówi się o jej nowelizacji. Korzystnej dla firm energetycznych.

Wiadomość o zmianach prawdopodobnie ucieszy inwestorów posiadających już działające farmy oraz projekty takich elektrowni.

Branża dużo dyskutowała o negatywnych skutkach, jakie wywoła podniesienie podatków dla już istniejących siłowni wiatrowych oraz wprowadzenie wymogu zachowania minimalnej odległości od zabudowań. Na mocy obowiązujących przepisów nie można stawiać wiatraków bliżej niż w promieniu równym dziesięciokrotnej wysokości turbiny wraz z wirnikiem. W praktyce przekłada się to na odległość 1,5–2 km, co właściwie eliminuje dalszy rozwój energetyki wiatrowej w Polsce. Nie pozwala też na rozbudowę istniejących elektrowni wiatrowych, w tym na tzw. repowering, czyli podnoszenie mocy turbin przez ich umieszczanie na wyższych wieżach.

Zmiany racjonalizujące

Ktoś poszedł chyba po rozum do głowy. Jak wynika z naszych informacji, w Ministerstwie Energii już myślą, jak „naprawić" przepisy. Być może katalizatorem szybkich zmian były idące w setki milionów złotych odpisy dokonane przez energetykę, związane z utratą wartości działających farm i ich projektów. Spółki tłumaczyły je nowymi regulacjami (patrz ramka).

– To dopiero początek rozmów o tym, co trzeba i można zmienić – relacjonuje osoba z jednego z koncernów energetycznych. – Stosowna nowelizacja ustawy może być wprowadzona już we wrześniu – twierdzi z kolei inny nasz rozmówca, zbliżony do źródeł rządowych.

Jak się dowiedzieliśmy, trwają dyskusje o możliwości zmiany ustawy w trzech zakresach. Chodzi z jednej strony o zapisy dotyczące tzw. repoweringu, czyli możliwości dokonania modernizacji farm istniejących, by w przyszłości można było zwiększać ich moce, także poprzez zamontowanie nowych urządzeń na wyższych wieżach. Warunkiem ma być zmniejszenie hałaśliwości turbiny. Zostanie też wprowadzona certyfikacja urządzeń oraz prac serwisowych w celu uporządkowania rynku.

Modyfikacja ma objąć także zapis najbardziej istotny, czyli wymóg minimalnej odległości farmy od zabudowań. Tu – jak przekazuje jeden z naszych rozmówców – rozważane są dwie opcje. Jedną z nich jest wprowadzenie bezwzględnego zakazu budowy w odległości równej pięciokrotności wysokości turbiny. Lokalizowanie farm w promieniu większym niż pięciokrotna wysokość i mniejszym niż dziesięciokrotna wysokość byłoby możliwe po otrzymaniu zgody mieszkańców. Dzięki temu właściciele terenu mogliby dostawać więcej za dzierżawę, a lokalna społeczność czerpałaby dodatkowe korzyści. Według drugiej propozycji nie byłoby odległości minimalnej, a lokowanie farmy w granicach obecnie wyznaczonych limitów zależałoby tylko od mieszkańców gminy.

Wykorzystać potencjał

– Z informacji, które do mnie docierają, wynika, że dyskusja o perspektywach dalszego rozwoju wiatraków idzie w dobrym kierunku – mówi Izabela Kielichowska, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. – Nowelizacja ustawy o inwestycjach w takie elektrownie jest absolutnie niezbędna – dodaje.

Twierdzi, że sektor energetyki wiatrowej jest gotowy współpracować z rządem w celu tworzenia prawa pozwalającego na rozwój nowych projektów farm wiatrowych.

Nic dziwnego, dzisiejsze regulacje wstrzymują rozwój energetyki wiatrowej w skali przemysłowej w naszym kraju.

Zdaniem Wojciecha Sztuby, partnera w firmie TPA Horwath, wprowadzenie kryterium konsultacji społecznych, które pozwoliłoby na uchylenie wymogu zachowania odległości nie mniejszej niż dziesięciokrotna wysokość turbiny, z pewnością stworzyłoby możliwości dalszego rozwoju branży. Jednocześnie Sztuba podkreśla, że sens miałoby wprowadzenie wymogu zachowania bezwzględnej minimalnej odległości od zabudowań w zależności od natężenia hałasu. – Tego typu pomiary prowadzi się indywidualnie w poszczególnych lokalizacjach, a odległość minimalna oscyluje w granicach 500 metrów od zabudowań, a nie jak teraz ok. 2 km – wskazuje Sztuba.

Racjonalne byłoby też odpowiednie wykorzystanie miejsc, w których farmy już działają. Zwłaszcza że mamy blisko 5,5 GW takich mocy, w które zainwestowano ponad 32 mld zł. Do tej pory była to najszybciej rozwijająca się technologia odnawialna w naszym kraju, która rekordowy przyrost zanotowała w ubiegłym roku ze względu na zmianę systemu wsparcia – wcześniej opartego na zielonych certyfikatach, a od 1 lipca tego roku – na aukcjach, gdzie projekty mają rywalizować o pomoc państwa.

Eksperci są przekonani, że nowy reżim wsparcia w połączeniu z przepisami ustawy wiatrakowej doprowadziłyby do nieefektywnego eksploatowania przestarzałych wiatraków do końca ich technologicznych możliwości, co przekraczałoby nawet 20 lat. Bo zdecydowana większość istniejących inwestycji nie otrzymałaby pozwolenia na budowę umożliwiającą modernizację. – Ograniczy to szanse na tańszą energię w przyszłości, co jest tyleż nieekologiczne, co niegospodarne – podkreśla Sztuba. – Technologia zmienia się w takim tempie, że już za siedem, osiem lat krzywa cen produkcji energii z wiatru przetnie się z krzywą cen wytwarzania tzw. energii czarnej. To oznacza, że energetyka wiatrowa nie będzie wymagała wsparcia publicznego, a pozyskiwany prąd stanie się z tańszy niż ten ze źródeł konwencjonalnych.

Jeśli przepisy w zakresie repoweringu zostaną rzeczywiście znowelizowane, należy się spodziewać, że nowe urządzenia będą wyższe. Ale ze względu na postęp technologiczny są one także cichsze i bardziej wydajne. Można więc w miejscu starej elektrowni postawić mniej turbin bez uszczerbku dla jej mocy. – Już dzisiaj w Niemczech dokonuje się wymiany urządzeń. Na przykład w miejsce 11 turbin o wysokości 20–30 metrów powstaje pięć o wysokości 120 metrów – opisuje Kielichowska.

Podyskutuj z nami na Facebooku www.fa­ce­bo­ok.com/eko­no­mia Czy nie przeszkadzałoby Ci mieszkanie w bliskim sąsiedztwie farmy wiatrowej?

Farmy straciły na wartości ponad 1,4 mld zł

Po przyjęciu niekorzystnych regulacji dla sektora energetyki wiatrowej wartość swoich farm wiatrowych zmniejszyły PGE, Energa i Polenergia. Spółki te zawiązały rezerwy na majątek wart odpowiednio 800 mln zł, 247 mln zł oraz 55 mln zł. Będzie to widoczne w niepublikowanych jeszcze wynikach pierwszego półrocza. Nie można jednak zapominać o tym, że już w I kwartale Energa dokonała przeszacowania aktywów wiatrowych na ponad 304 mln zł.

Tauron i Enea jeszcze nie oszacowały wartości odpisów, jednak można się ich spodziewać także w przypadku tych koncernów. Pierwsza ze spółek ma farmy wiatrowe o mocy ok. 180 MW i niewiele projektów, zaś Enea ma farmy wiatrowe o mocy ok. 70 MW. Dla porównania moc farm wiatrowych PGE wynosi ponad 500 MW, moce wiatrowe Polenergii wynoszą ok. 370 MW, a grupa ma pokaźny portfel projektów na 670 MW. PGE i Energa posiadają ponadto duże portfolio projektów, które kilka lat temu kupiły od duńskiego Donga i hiszpańskiej Iberdroli.

Opinia

Jan Hasiuk, dyrektor biura Stowarzyszenia Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej

Ustawa o inwestycjach w elektrownie wiatrowe już wpływa na nasze życie. Wylano dziecko z kąpielą, wprowadzając obligatoryjną minimalną odległość farm od zabudowań. Nie słuchano przy tym naszych postulatów, że to samorządy zgodnie z konstytucją mają prawo decydowania o pewnych kwestiach. Nikt przecież nie postawiłby wiatraka w środku wsi. Są jednak takie miejsca, które znajdują się na uboczu, choć są w bliskiej odległości od zabudowań. Można byłoby je wykorzystać do lokalizowania nowych farm.

Nie wydaje mi się także, by samorządy skorzystały na wyższym opodatkowaniu istniejących farm. Już pojawiają się ekspertyzy, że niekoniecznie będzie to możliwe. Co więcej, firmy spisują na straty wartość swoich aktywów wiatrowych. Mogą stosować także inne sposoby, by nie dopuścić do podniesienia kosztów.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA