Energianews

Trudne rozmowy z KE

123RF
Ustawa o rynku mocy wpada w poślizg. Na jakie ustępstwa pójdzie Polska?

Ramy ustawy o rynku mocy będą przed wakacjami – informuje Ministerstwa Energii.

– Chcemy zaproponować takie regulacje, które byłyby zaakceptowane w Komisji Europejskiej – tłumaczył ostatnio w Sejmie wiceminister Grzegorz Tobiszowski.

Ustawa, która miała być pisana i uchwalana w ekspresowym tempie, już dawno wpadła w poślizg.

Trzeba stworzyć miks

Pierwotnie mówiło się o założeniach do niej do końca 2016 r. Na drodze stanęły jednak m.in. propozycje regulacji tzw. pakietu zimowego, które zakazują wsparcia dla bloków emitujących więcej niż 550 kg CO2/MWh, czyli de facto eliminują energetykę węglową.

– Kwestia rynku mocy wiąże się z problematyką sektora górnictwa oraz z koniecznością określenia miksu energetycznego – wskazywał Tobiszowski. Ale resort zapowiada jednocześnie „polską odpowiedź" na unijne projekty regulacji.

Trudno dziś powiedzieć, na jakie ustępstwa będzie musiała pójść Polska. Z ostatnich wypowiedzi ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego wynika, że negocjacje w Brukseli są bardzo trudne i na razie przełomu nie widać.

Eksperci wskazują, że Polska prawdopodobnie będzie się musiała zgodzić na dopuszczenie do aukcji w ramach rynku mocy bloków zlokalizowanych poza granicami naszego kraju. Zgodnie z pierwotnymi założeniami w pierwszej fazie nie byłoby to możliwe.

Nowe na granicy

U nas na połączeniach transgranicznych ze Szwecją i Litwą planowane jest lepsze wykorzystanie mocy. Taki cel, jak twierdzą Polskie Sieci Elektroenergetyczne, ma utworzenie w porozumieniu z operatorami krajów sąsiednich tzw. polskiego obszaru optymalizacji. Od lipca przez nasz system będzie płynąć więcej energii od sąsiadów, ale możliwe, że tylko tranzytem. Dziś ze względu na bezpieczeństwo systemu np. nocą konieczne jest ograniczenie lub wyzerowanie możliwości przesyłu energii przez połączenia transgraniczne. Po zmianach – nawet jeśli import i eksport nie będzie możliwy – energia będzie mogła płynąć ze Szwecji na Litwę lub odwrotnie przez nasze sieci.

Po zmianie to uczestnicy rynku będą mogli zadecydować o sposobie wykorzystania możliwości importowych i eksportowych systemu. – Jeśli z układu cen, będących pochodną ofert złożonych przez uczestników rynku na giełdzie, będzie wynikało, że najkorzystniejsze będzie importowanie całości przez połączenie ze Szwecją, to tak właśnie zostanie zaalokowana wymiana – dodaje PSE.

Zdaniem Michała Borga z Fiten największymi wygranymi nowego mechanizmu będą Szwedzi i Litwini. Pierwsi sprzedadzą więcej taniej energii, drudzy zabezpieczą zapotrzebowanie. – Dla Polski korzyści pojawią się tylko wtedy, gdy PSE nie będzie udostępniać mocy tylko dla tranzytu, ale też na handel – podkreśla Borg. Na razie, jak twierdzi, traderzy z nadzieją patrzą na nowy mechanizm.

Opinia

Herbert L. Gabryś, Krajowa Izba Gospodarcza

Obawiam się, że nowy model przydziału mocy dla handlu połączeniami z Litwą i Szwecją doprowadzi do tego, z czym przez lata się borykaliśmy, jeśli chodzi o tranzyt energii z niemieckich wiatraków przez nas system. Nie będziemy korzystać z napływu tańszej energii i już wybudowanych połączeń. Jeśli zwycięży podejście bilansowania niedoborów w regionie, to będziemy mieli problem z udowodnieniem, że potrzebujemy nowych bloków. Tym bardziej szkodliwe jest oczekiwanie na założenia do ustawy o rynku mocy. Możemy nie zdążyć z jego wdrożeniem przed wejściem w życie tzw. pakietu zimowego, który mówi o bilansowaniu w regionie i zakazie wspierania mocy o emisji ponad 550 kg CO2/MWh, czyli de facto dla bloków węglowych.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL