Krzysztof Tchórzewski: Jestem za energetyką rozproszoną

aktualizacja: 27.01.2016, 06:56
Foto: Fotorzepa/Robert Gardziński

Musimy zmienić tok myślenia i lokować elektrownie tam, gdzie jest planowana duża produkcja wymagająca dużych mocy – mówi Krzysztof Tchórzewski, minister energii Anecie Wieczerzak-Krusińskiej i Krzysztofowi Adamowi Kowalczykowi.

REDAKCJA POLECA

Nie boi się Pan podobnego jak w sierpniu ubiegłego roku kryzysu zimą, czyli wprowadzenia 20 stopnia zasilania?

System energetyczny działa w tej chwili na swoich maksymalnych możliwościach. Doświadczenie ostatnich najmroźniejszych dni stycznia pokazuje, że nie dotkną nas poważne kłopoty. Przypomnę, że latem to nie poziom mocy był zagrożeniem, ale brak wystarczającej ilości wody w rzekach do chłodzenia generatorów. Obecnie lodołamacze trzymane są w gotowości, by umożliwić maksymalny spływ rzek. Bo jeśli poziom wód byłby niższy, to mielibyśmy bardzo duży ubytek mocy w systemie.

W sierpniu wypadł też awaryjnie duży blok w Bełchatowie. Takie sytuacja będą się zdarzały coraz częściej, bo nasze elektrownie są stare. Ze względów środowiskowych do 2020 r. może zostać wyłączonych 7 tys. MW, a do 2030 r. – 12 tys. MW. Miał powstać narodowy plan budowy nowych mocy. Kiedy będzie i jakie elektrownie ma uwzględniać?

Faktycznie sytuacja w systemie energetycznym jest napięta. Co roku dużo wysiłku wymaga spięcie planów remontowych elektrowni tak, by zapewnić minimalny poziom nadwyżki mocy. Być może wydłużymy czas życia niektórych generatorów, ale w ten sposób zyskamy najwyżej dwa lub trzy lata.

Pamiętajmy, że opracowanie planu budowy nowych mocy wymaga przemyślanych działań. Powinien on być spójny zarówno z polityką gospodarczą, jak i rozwojową kraju. W tej chwili wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki  przygotowuje program ekspansji polskiej gospodarki. Ministerstwo Energii musi zatem wyprzedzać te działania tak, aby nowe elektrownie powstawały tam, gdzie planowany jest rozwój przemysłu. Pozwoli to zrealizować zamierzony cel.

Kolejny ważny element naszych planów  to  kwestia równomiernego rozwoju sieci energetycznej. Jeżeli możemy odpowiednio na terenie całego kraju rozlokować elektrownie, to będziemy mieli np. niższe koszty przesyłu i mniejsze straty w sieci. Do tej pory to energetyka podejmowała decyzje o lokalizacji i budowała tam, gdzie było przygotowane miejsce. Efekt jest taki, że np. decyzję o rozbudowie Opola podjęto ze względów stricte politycznych, ale  nie było to spójne z kierunkami rozwoju gospodarczego państwa.

Teraz musimy zmienić ten tok myślenia i budować elektrownie tam, gdzie jest planowana duża produkcja wymagająca dużych mocy energetycznych.

Jest pan zatem zwolennikiem energetyki rozproszonej?

Tak. Pragnę podkreślić, że duże bloki są potrzebne, ale jestem przeciwnikiem potężnej koncentracji produkcji w jednym miejscu. To jest istotne także z punktu widzenia sytuacji na świecie i rozwoju terroryzmu.

Blok w Ostrołęce ma być forpocztą zapowiadającą nową pulę wydatków inwestycyjnych sektora?

Koniecznością jest, by ta elektrownia powstała. Projekt jest praktycznie gotowy do rozpoczęcia, bo teren został wykupiony, przygotowano  także badania środowiskowe.

Nowa elektrownia w Ostrołęce byłaby już na zaawansowanym etapie budowy, gdyby decyzji inwestycyjnej nie wstrzymał rząd PO-PSL. Dziś nie potrafię doszukać się w dokumentach racjonalnej przyczyny zamrożenia tego projektu i uzasadnienia, na jakie inne cele miałyby być skierowane pieniądze na nią przeznaczone.

W obecnej sytuacji należy zadać sobie pytanie, czy nas stać na lokowanie nowej elektrowni w innym miejscu. Moim zdaniem nie, bo prace przygotowawcze potrwałyby kolejne 2 lata.

Niektóre spółki energetyczne pod kontrolą państwa jak Energa czy PGNiG Termika są zainteresowane przejmowaniem już istniejących aktywów np. EDF, który chce wycofać się z energetyki konwencjonalnej m.in. w Polsce. Czy wyda pan zgodę na wydanie pieniędzy na transakcję, która nie poprawia bilansu kraju?

To jest jeszcze kwestia otwarta. Zdaję sobie sprawę z tego, że wydane pieniądze na ten zakup nie zwiększą nam poziomu mocy. Z drugiej jednak strony obserwujemy to, co się dzieje z ZE PAK, który już stoi przed poważnym dylematem. Prywatyzacja tego przedsiębiorstwa jest bardzo negatywnym doświadczeniem dla polskiej energetyki. Okazało się bowiem, że inwestor prywatny wyczerpał maksymalnie potencjał spółki, która miała znaczący poziom rentowności. Zmodernizowano dwa generatory, a z pozostałych planów modernizacyjnych zrezygnowano. Z naszych obserwacji wynika, że dotychczasowe zyski spółki nie były w pełni reinwestowane. Dla państwa wyjście inwestora z tej spółki byłoby poważnym problemem.

Czy chcecie tę spółkę zrenacjonalizować?

Nie. Na pewno nie możemy też dotować tej spółki. Pomoc publiczna dla przedsiębiorcy jest niedozwolona. Zastanawiamy się jednak, jak wesprzeć takich inwestorów organizacyjnie.

Atom znajdzie się w polskim miksie?

Jest miejsce dla energetyki atomowej, ale to jest kwestia poziomu cywilizacyjnego i rozwoju technologicznego. Wybudowanie elektrowni atomowej na 5 tys. MW będzie nas kosztować nawet 50 mld zł. Za to zbudujemy blisko 20 tys. MW, które mogą pochodzić z nowych elektrowni konwencjonalnych.

Wyda pan decyzję o kontynuacji programu jądrowego, czy wciśnie pedał hamulca?

Program jądrowy będzie kontynuowany.  Jednak z punktu widzenia gwałtownie rosnących potrzeb energetycznych,  budowa nowoczesnych bloków węglowych jest naszym priorytetem. Inwestycje, które energetyka musi rozpocząć w najbliższych latach będą kosztować 50-60 mld zł.

Dlatego już dziś poszukujemy dźwigni finansowych i dyskutujemy nad podziałem zysków w spółkach. Na pewno wypłaty dywidendy będą musiały mieć miejsce, bo wielu Polaków oraz inwestorów zagranicznych zakupiło akcje przede wszystkim ze względu na nie. Państwo musi się uczciwie zachować wobec nich choćby dlatego, że nasi poprzednicy przyjęli inna politykę. Ale to właśnie ona doprowadziła do rozpoczęcia budowy wspomnianego Opola z trzyletnim opóźnieniem. Musimy szukać rozwiązań jak pogodzić te potrzeby, by wyjść ze stworzonego finansowego klinczu.

Kiedyś takim pomysłem na zwiększanie dźwigni finansowej energetyki były fuzje między spółkami. Czy dziś to jeszcze bierzecie pod uwagę?

Przyznam, że nie wiem, co miałoby dać takie połączenie. Oczekuję od pomysłodawców, żeby  pokazali rzeczywiste korzyści z takiego ruchu. Jeśli połączy się spółkę o małych możliwościach inwestycyjnych z drugą spółką o małych możliwościach inwestycyjnych, to one nie zrobią się nagle większe. Z drugiej strony, im większe są firmy, tym trudniej nimi jest zarządzać  i tym więcej strat w jej funkcjonowaniu.

Kiedy przedstawicie wizję rozwoju sektora energetycznego? Spółki dziś czekają w blokach startowych bo nie wiedzą czy oprócz bloków węglowych mają inwestować np. w odnawialne źródła.

Globalne wydatki energetyki muszą iść w kierunku zwiększania efektywnych mocy także w odnawialne źródła energii. Dziś mamy 5 tys. MW zainstalowanych w energetyce wiatrowej, ale ze względu na małą wietrzność w naszym kraju nie poprawiają one sytuacji w bilansie energetycznym. Tak było w sierpniu ubiegłego roku. Dlatego trzeba równolegle budować  megawaty konwencjonalne zabezpieczające niestabilne moce odnawialne, co podraża koszty systemu. W 2015 r. wsparcie dla OZE kosztowało nas 4 mld zł.

Dlatego zwróciłem się do Sejmu o wstrzymanie wejścia w życie rozdz. 4 ustawy o OZE. Bowiem de facto nowy system w 90 proc. przypadków dawałby szansę na 15-letnie aukcje dla kolejnych elektrowni wiatrowych, które są potrzebne ale zaniedbaliśmy w Polsce budowę elektrowni biogazowych.

Jeśli chodzi o energetykę odnawialną to chcemy wrócić do ich rozwoju, gdyż są one bardziej stabilne. To one powinny być rezerwą dla wiatraków, bo w każdej chwili można je wyłączyć i włączyć. Poza tym takie inwestycje to także rozwój regionu ze względu na miejsce pracy, jakie oferują.

Jakie narzędzia wsparcia przewidujecie dla nich? Słychać m.in. o dodatkowej puli zielonych certyfikatów czy pozostawieniu biogazowni w dotychczasowym systemie wsparcia.

To jest kwestia podziału środków. Prawdopodobnie trzeba będzie z globalnej ich puli wydzielić dodatkowe środki na biogazownie, które z punktu widzenia inwestycyjnego i kosztów wytwarzania są droższe, bo wymagają m.in. zatrudnienia pracowników, ale sumarycznie wychodzą taniej, bo nie wymagają rezerwy.

Ile biogazowni ma powstać i w jakim czasie?

W tej chwili mamy ponad 60 biogazowni w Polsce. I tutaj trzeba podkreślić, że najmniej w całej Unii Europejskiej. Zakładam, że dodatkowe zachęty umożliwią powstanie takich mocy – może nie w każdej gminie, których jest ponad 2,5 tys., ale przynajmniej winno ich być ponad 1000 do 2025  r.

Wiąże się to z dużym wysiłkiem inwestycyjnym, ale z drugiej strony mamy szansę na uporządkowanie obrazu niszczonego w wielu miejscach krajobrazu. Przy okazji rozwiązujemy też problemy środowiskowe i te związane z zatrudnieniem. Bo okazuje się, że na ogół biogazownie mogą powstać w takich miejscach, gdzie jest wysokie bezrobocie lub jest znacząca koncentracja hodowli.

Dodatkowa pula certyfikatów może nie zachęcić do inwestowania skoro są one dziś tak tanie. Nie tylko biogazownie zmagają się z brakiem rentowności.

Dlatego myślimy o tym, żeby rozwiązać problemy całego rynku OZE, który sam się chwieje i zaburza rozwój energetyki konwencjonalne. Do rozwiązania tych problemów wyznaczyłem ministra Andrzeja Piotrowskiego.  Priorytetem jest przy tym wypełnienie przez Polskę unijnego celu w zakresie OZE do 2020 r. Z drugiej strony skoro w projekty angażują się także prywatni inwestorzy, to muszą się one ekonomicznie spinać.

Planujemy spotkania z poszczególnymi środowiskami, w tym przedstawicielami energetyki odnawialnej, a także ekspertami i URE. Nie jesteśmy jeszcze gotowi na przedstawienie konkretnych mechanizmów i rozwiązań wprowadzanych do projektu ustawy. Gdybyśmy byli, to projekt byłby już co najmniej na etapie Komitetu Stałego Rady Ministrów. Jednak ta nowelizacja będzie sporą rewolucją dla rynku.

Kiedy dowiemy się jak będzie głęboka i co oznacza dla prosumentów?

Nowa ustawa powinna wejść w życie od 1 lipca 2016 r., co znaczy, że do połowy maja br. musimy być gotowi na przedstawienie założeń także w zakresie rynku prosumentów. Chcemy by te instalacje się rozwijały. Jednak ich głównym celem powinno być produkowanie energii na użytek własny, a nie na sprzedaż. Chcemy zostawić taryfy gwarantowane, ale będą  się one odnosiły  do cen obowiązujących w zakresie energii odnawialnej np. opłaty zastępczej OZE, i nie będą gwarantowane przez okres 15 lat. Co więcej sprzedawać z taką dotacją będzie można tylko nadwyżki, przy czym dla każdego prosumenta określony zostanie wskaźnik mocy na własne potrzeby.

Jakie technologie OZE chcecie wspierać dodatkowo oprócz biogazowni?

Na pewno tam, gdzie są miejsca o dobrej wietrzności będziemy pilotować duże inwestycje wiatrakowe. Na lądzie są jeszcze kompletnie niezagospodarowane miejsca  np. Bieszczady. To będzie jednak wymagało wzmocnienia sieci w tej części kraju.

Mam też nadzieję, że niebawem ruszą też projekty wiatraków morskich. Mamy tereny na Bałtyku, gdzie efekt jest o 50 proc. lepszy niż na lądzie. Pod tym względem możemy korzystać z doświadczeń Niemców czy Duńczyków, którzy dziś demontują turbiny na lądzie i stawiają je na morzu.

Czy państwo będzie wspierało energetykę morską zapewniając finansowanie przyłączeń?

Jesteśmy dopiero na wstępnym etapie w rozmów na ten temat. Ale wsparcie dla energetyki wiatrowej na morzu jest jedną z ważniejszych kwestii do rozwiązania z punktu widzenia wypełnienia naszego celu w OZE do 2020 r. Inwestorzy, którzy będą rywalizować o te projekty, muszą mieć zagwarantowaną stabilizację regulacyjną.  Jest to także ważne z punktu widzenia zrównoważenia naszego zasilania.

No właśnie cel OZE na 2020 r. mamy wyznaczony. A jak dokładnie będzie wyglądał miks paliw do 2050 r.

Priorytetem rządu jest wypełnienie celu w zakresie OZE do 2020 r.. Dziś mamy około 11,48 proc. energii z odnawialnych źródeł i wyprzedzamy cel o ok. 1,5 proc. Za pięć lat mamy osiągnąć 20 proc.  do 2020 r.

Jednak w dalszej perspektywie nie chcemy przywiązywać się do jednego rodzaju technologii. Celem nadrzędnym jest bowiem redukcja emisji i ograniczenie wzrostu globalnej temperatury. Podczas rozmowy z komisarzem unijnym ds. energii i klimatu Miguelem A. Canete przedstawiłem jasno nasze stanowisko: odejście od węgla w Polsce nie jest możliwe do 2050 r. Co do procentowego udziału innych paliw w miksie, nie możemy go ustanawiać na sztywno. Wybierzemy  rozwiązania w zależności od rozwoju technologii w czasie. Dlatego zamierzamy przeznaczyć konkretne środki, także z budżetu państwa, na poszukiwanie nowych rozwiązań. Przewidujemy korzystne  granty, dla tych którzy podejmą się realizacji takich projektów i będą osiągali na tym polu sukcesy. Priorytetem będzie to, by każda nowa inwestycja dawała następny krok w zakresie efektywności i redukcji emisji. Mam zapewnienia komisarza, że jeśli przedstawimy właściwe rozwiązania, to także Unia zmodyfikuje swoje poglądy na proponowane przez Polskę rozwiązania.

Wydaje się, że Komisja jest otwarta na przedstawiane przez Polskę problemy dotyczące funkcjonowania systemów certyfikatów, rynku darmowych emisji i zakresu w jakim Polska powinna w nim uczestniczyć.

Jakie badania chcecie wspierać i jakie pieniądze na to przeznaczycie?

Trudno mówić o kosztach. Chcemy wpisać się w pewien wyścig technologiczny, który odbywa się w tej chwili. Chodzi m.in. o to, by w blokach węglowych odpowiednio zabezpieczyć emisję pyłów, a dodatkowo zagospodarować dwutlenek węgla. Na pewno takim tematem jeszcze nie przetestowanym jest technologia CCS.

Czy te działania mają się wpisywać w program powołanego ARP Venture?

Jesteśmy dopiero po wstępnych konsultacjach w tej sprawie. Ale ideą tej instytucji jest wyjście naprzeciw oczekiwaniom polskiej nauki, która ma możliwości rozwoju, ale nie ma na to środków. Z drugiej strony jest to cywilizacyjna potrzeba w Polsce. Przed nami dużo pracy w tym obszarze.

Mówiąc o zamierzeniach dotyczących górnictwa na pierwszy plan wysuwają się często problemy Kompanii Węglowej. A co z KHW? Czy cały czas rozważany jest pomysł połączenia Enei z tą spółką wydobywczą?

Pomysł dotyczy raczej tego, by KHW pozostając odrębną spółką węglową wyemitowała akcje do objęcia przez energetykę. W ten sposób ENEA mogłaby stać się jednym z głównych właścicieli tej spółki węglowej. Na rynku węgla chodzi o to samo co w energetyce. Potrzebne są środki na inwestycje, a w ostatnich latach państwo tylko „wyjmowało" pieniądze  ze spółek. Obecnym celem dokapitalizowania jest nie tylko poprawa bieżącej kondycji finansowej spółek węglowych, ale w pierwszej kolejności inwestycje podnoszące wydajność pracy. Staram się, aby te decyzje były podejmowane z udziałem przedstawicieli pracowników.

CV

Krzysztof Tchórzewski został ministrem energii 1 grudnia 2015 r. Absolwent Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej. W latach 1997–2001 pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Transportu i Gospodarki Morskiej, a od marca do listopada 2007 r. – sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki.

Komentarz dnia

#RZECZoEKONOMII: Problemy energii słonecznej w Polsce

Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Business Communication. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Business Communication lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

POLECAMY

KOMENTARZE