Edukacja

Gowin: Zatrzymać drenaż mózgów

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jeśli reforma nauki nie weszłaby w życie, konsekwencją byłby exodus kolejnych młodych, zdolnych uczonych z Polski – mówi minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

Rzeczpospolita: W ubiegłym tygodniu politycy PiS skrytykowali w Sejmie projekt reformy nauki i szkolnictwa wyższego. Padły zarzuty, że jest to pomysł neoliberalny. Jakby pan skomentował te słowa?

Jarosław Gowin: Nazywanie mojego projektu neoliberalnym ma taki sam sens, jak gdybym ja określał poglądy autora tych słów jako neokomunistyczne. Nie ma sensu rozmawiać za pomocą inwektyw. Dyskusja nad ustawą trwa od dwóch lat. Wszyscy zainteresowani mieli okazję uczestniczyć w serii dziewięciu wielkich konferencji, dziesiątkach paneli. Nikt nie może powiedzieć, że jest zaskoczony treścią ustawy. To, że nie wszyscy się z nią zgadzają, traktuję jako rzecz zupełnie naturalną. Kontrowersje towarzyszą każdej wielkiej reformie systemowej.

Czyli nie obawia się pan, że ta krytyka oznacza, że ustawa nie wejdzie w życie?

Nie. Proszę sobie przypomnieć konferencję prasową, na której występowałem z prezesem Jarosławem Kaczyńskim i Zbigniewem Ziobrą. Mówiłem tam o konstytucji dla nauki jako jednym z kluczowych projektów obozu rządowego na drugą część kadencji. Nie powiedziałbym czegoś takiego bez akceptacji polityka nr 1 naszego obozu, czyli Jarosława Kaczyńskiego. Zresztą w tej kadencji przeprowadziłem już sześć dużych ustaw i wszystkie zostały poparte przez Klub PiS. Wierzę, że tak będzie i z konstytucją dla nauki.

W Sejmie padło też wiele zarzutów – na przykład dotyczące roli rektora. Czy ustawa będzie ulegała dużym zmianom?

Projekt, który przedstawiłem we wrześniu, oczywiście ulega ewolucji pod wpływem sugestii płynących zwykle ze środowiska akademickiego. Ale jeśli chodzi o wzmocnienie pozycji rektora, to jestem do tego zapisu bardzo przywiązany.

Dlaczego?

Odpowiem anegdotą. Tuż po objęciu funkcji ministra spotkałem się z rektorem Uniwersytetu w Cambridge, prof. Leszkiem Borysiewiczem. Porównywaliśmy zakres jego kompetencji i rektorów w Polsce. W pewnym momencie profesor, analizując polski system, złapał się za głowę i powiedział: to nie może działać.

Zarzuty dotyczą też nadmiernej koncentracji finansowania w kilku ośrodkach akademickich. Czy coś może się tu zmienić?

Posłowie, którzy krytykują projekt, nie wiedzą zapewne, że na początku listopada spotkałem się z rektorami 27 uczelni średniej wielkości. Uzgodniliśmy tam pakiet modyfikacji, który rozwiał ich obawy. Po tej konferencji rektorzy wydali oświadczenie, w którym poparli ustawę.

Skąd pana zdaniem bierze się ta krytyka pańskiego projektu?

Część środowiska profesorskiego obawia się podnoszenia wymagań. Jak płachta na byka działa podnoszony przeze mnie argument, że powinniśmy zwiększyć poziom umiędzynarodowienia uczelni. Nie wszystkim odpowiada też to, że zamierzam usamodzielnić młodych badaczy.

Rzecznik PiS Beata Mazurek dała do zrozumienia, że Prawo i Sprawiedliwość nie poprze pańskiej ustawy w obecnym kształcie.

Jestem spokojny o to poparcie. Przecież stawką tej ustawy jest zahamowanie drenażu mózgów. Jeśli ustawa nie weszłaby w życie, konsekwencją byłby exodus kolejnych tysięcy młodych, zdolnych uczonych. Zahamowanie emigracji i stworzenie systemu kształcenia elit to element programu PiS.

W przeszłości popierał pan reformy wprowadzane przez rząd, również te kontrowersyjne. Czy teraz nie czuje pan, że PiS zachowuje się – jeśli w polityce można użyć tej kategorii – niewdzięcznie?

Kiedy zostaje się politykiem, trzeba zapomnieć, że istnieje słowo „wdzięczność". Uznaję prawo wszystkich, również naszych koalicjantów, do krytykowania proponowanych przeze mnie rozwiązań. Jestem też otwarty na rzetelną krytykę, która służy podniesieniu poziomu uczelni czy badań naukowych. Ale jestem pewien, że dojdziemy do porozumienia.

Co zmieniają lub już zmieniły ustawy, które Ministerstwu Nauki udało się wprowadzić w życie? Np. podpisana w ubiegły piątek przez prezydenta tzw. druga ustawa o innowacyjności.

Dwie ustawy o innowacyjności przygotowane przeze mnie wraz z wicepremierem Morawieckim w zasadniczy sposób poprawiają warunki do współpracy między światem nauki a przedsiębiorcami. W ten sposób wpisują się w strategię odpowiedzialnego rozwoju, czyli główny plan naszego rządu. Obie ustawy wprowadzają wiele zachęt i ułatwień dla naukowców. Zasadnicze zmiany dotyczą jednak przedsiębiorców. Już pierwsza ustawa została przez organizacje pracodawców uznana za najlepszą ustawę podatkową w tej kadencji. Natomiast ustawa podpisana ostatnio przez prezydenta to prawdziwy przełom. Dzięki niej od 1 stycznia 2018 roku przedsiębiorca inwestujący 1 zł się w badania i rozwój będzie mógł od podstawy opodatkowania odpisać 2 zł. Za sprawą tego rozwiązaniu Polska wejdzie do grona światowych liderów we wspieraniu innowacyjnej gospodarki.

Jakie są pana plany na najbliższe dwa lata?

Na pewno więcej uwagi chcę poświęcić rozwojowi humanistyki. Pora też zdecydować, w którą stronę pójdą zmiany w Polskiej Akademii Nauk. Ważnym zadaniem będzie też doprowadzenie do zdecydowanego zwiększenia nakładów na naukę. Dziś jest to zaledwie 0,44 proc. PKB. Na świecie przyjmuje się, że optymalny pułap to 1 proc. PKB.

Nie będzie to możliwe bez przyspieszenia rozwoju gospodarczego.

Dlatego tak duży nacisk – nie tylko jako minister nauki, ale i wicepremier oraz lider jednej z partii koalicyjnych – kładę na przyspieszenie wszystkich działań, które mają realizować plan premiera Morawieckiego.

Pojawiły się opinie, że Morawiecki ma coraz więcej kompetencji, ale nie może ich skutecznie egzekwować.

Nie rozumiem, dlaczego ministrowi odpowiedzialnemu za gospodarkę nie podlegają w całości spółki Skarbu Państwa. To przykład strukturalnej dysfunkcji. Co do liczby ministerstw, to w programie Polski Razem, poprzedniczki Porozumienia, przewidywaliśmy ich redukcję do ośmiu. Pani premier Szydło – co nie jest tajemnicą – zaproponowała zmiany w liczbie ministerstw.

Kiedy można spodziewać się zmian w rządzie?

Pierwotnie planowaliśmy ich przeprowadzenie na przełom listopada i grudnia. Ale gdy PO złożyła wniosek o konstruktywne wotum nieufności, uzasadniając to haniebnym argumentem, że rząd promuje treści faszystowskie, sytuacja się zmieniła. Musimy najpierw obronić nasze dobre imię, a później przeprowadzić rekonstrukcję. Ponieważ zbliżają się święta, nie można wykluczyć, że dojdzie do niej dopiero w styczniu.

Czyli Grzegorz Schetyna dokonał zręcznego manewru.

Wniosek PO miał przykryć wpadkę w Parlamencie Europejskim i głosowanie za uchwałą wymierzoną w Polskę. Nie wydaje mi się, by doprowadzając do nieznacznego odłożenia rekonstrukcji, Schetyna coś ugrał.

O personaliach i tak nic mi pan nie powie. Zapytam inaczej: czy uważa pan, że Jarosław Kaczyński woli być zapamiętany jako premier, czy jako osoba, która doprowadziła do zmian w Polsce?

Sam zaszczyt sprawowania funkcji jest chyba Jarosławowi Kaczyńskiemu kompletnie obojętny. Można różnie oceniać jego politykę, ale nie można mu odmówić determinacji do przeprowadzania głębokich zmian. To jest jego nadrzędny cel.

Na koniec pytanie o konsolidację opozycji. Czy stanowi ona zagrożenie dla Zjednoczonej Prawicy?

Zmniejszenie liczby mandatów w okręgach sprzyja konsolidacji opozycji. Nie wiem, czy ten element zmian ordynacji samorządowej przedstawiony przez Klub PiS był dostatecznie wszechstronnie przeanalizowany. Osobiście nie uważam, żeby system dwupartyjny, który jest konsekwencją małych okręgów, odpowiadał tak zróżnicowanemu społeczeństwu jak polskie. A konsolidacji opozycji nie należy bagatelizować. W 2019 czeka nas ciężki bój. Wszystko jest otwarte.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL