Edukacja

Ubecy nie będą uczyć studentów

Fotorzepa, Piotr Guzik
Większa autonomia uczelni, zmiany w kształceniu doktorantów i zniesienie obowiązku habilitacji – to kilka elementów przedstawionej przez resort Jarosława Gowina konstytucji dla nauki.

Ministerstwo Sprawiedliwości chciałoby dołożyć do tego zakaz pracy na uczelniach osób, które pełniły służbę, pracowały lub współpracowały z organami bezpieczeństwa państwa PRL.

Taka propozycja znalazła się w stanowisku, które wiceszef resortu sprawiedliwości Michał Woś skierował do Ministerstwa Nauki. „Projektowane przepisy umożliwiają, by w dalszym ciągu na uczelni wyższej były zatrudniane osoby powiązane z reżimem komunistycznym. Nie ulega wątpliwości, że zmiana takiego stanu rzeczy winna stanowić priorytet reformy ze względu na szczególną rolę przypisaną nauczycielowi akademickiemu" – argumentuje wiceminister.

Co na to Ministerstwo Nauki? Gdy spytaliśmy je, co sądzi o tym pomyśle, nie odpowiedziało wprost. Napisało, że chce zaostrzyć obecne przepisy, jednak nie tak dalece, jak postuluje to resort Zbigniewa Ziobry.

Już teraz obowiązkowe jest składanie oświadczeń lustracyjnych przez m.in. rektorów, prorektorów i dziekanów. W konstytucji dla nauki ten krąg ma być rozszerzony o kolejne osoby pełniące funkcje kierownicze na uczelni. A w przypadku m.in. rektora, członka rady uczelni lub senatu fakt braku współpracy będzie konieczny do objęcia funkcji. Projektowana ustawa przewiduje też, że byłym funkcjonariuszom i współpracownikom bezpieki nie będzie mógł być nadawany tytuł profesora. Problem w tym, że nie tylko zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości takie zmiany to za mało.

– Czego może nauczyć ktoś, kto zrobił doktorat z marksizmu-leninizmu? Nie przekaże żadnej kultury, nie mówiąc o wiedzy – mówi Janusz Olewiński z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych. W październiku skierowało do Gowina list, w którym domaga się zakazu zajmowania stanowisk na uczelniach nie tylko przez byłych esbeków, ale nawet dawnych członków PZPR. Zdaniem stowarzyszenia unieważnione powinny zostać dyplomy zdobyte m.in. na Akademii Nauk Społecznych przy PZPR.

Lustrację na uczelniach wyższych postuluje też krakowskie Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, a jastrzębie występują także w partii rządzącej. Z ostrą interpelacją wystąpił w tej sprawie w 2016 roku poseł Jerzy Gosiewski. Uważa, że z uczelni należy wyeliminować byłych członków władz PZPR, którzy pełnili swoje funkcje, „począwszy np. od szczebla powiatowego".

W dyskusjach o dekomunizacji często padają przykłady znanych nazwisk. Prof. Franciszek Ziejka, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1999–2005, został w 1978 roku uznany przez SB za kontakt operacyjny. Z kolei przed Sądem Okręgowym w Toruniu toczy się właśnie proces prof. Jana Kopcewicza, trzykrotnego rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. IPN zarzuca naukowcowi współpracę z bezpieką.

Problem w tym, że są to często sprawy niejednoznaczne. Prof. Ziejka sam zdecydował o publikacji materiałów ze swojej teczki, podkreślając, że „nigdy nie donosił" i nie należy „wierzyć w ewangeliczną prawdę materiałów SB". Prof. Kopcewicz twierdzi z kolei, że jak każdy rektor miał w latach 80. kontakty z bezpieką, jednak nie były one żadną współpracą.

Inny były rektor posądzany o współpracę z SB, prof. Andrzej Ceynowa z Uniwersytetu Gdańskiego, wygrał proces z „Wprost". Tygodnik oskarżył go o bycie TW „Lek". Profesor twierdził, był zmuszany do współpracy.

O tym, że dekomunizacja uczelni wymaga delikatności, mówi prof. Michał Kleiber, były minister nauki i wieloletni prezes PAN. – Ze względu na olbrzymią społeczną wagę zawodu nauczyciela akademickiego przestrzeganie najwyższych standardów etycznych wobec wykonujących ten zawód jest absolutnie niezbędne. Normą powinno być uwzględnianie opinii dotyczącej postawy etycznej obejmującej wszystkie etapy zawodowego życia pracownika dydaktycznego – mówi. – Nie jestem natomiast zwolennikiem automatyzmu dyskwalifikującego wszystkich związanych, być może pod presją bądź nie do końca świadomie, z organami bezpieczeństwa państwa, a w szczególności tych osób, których postępowanie nie miało żadnych negatywnych konsekwencji i które przez ostatnie 28 lat demonstrowały swój szacunek dla odrodzonej ojczyzny – podkreśla.

Jaką drogą pójdzie resort nauki? Wsłucha się w głos jastrzębi w PiS czy bardziej zbilansowane opinie? Odpowiedź na to pytanie poznamy w drugiej połowie stycznia. Wtedy Jarosław Gowin ma przedstawić nową wersję projektu konstytucji dla nauki.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL