Dyplomacja

Sondaż: Czy domagać się reparacji od Niemiec

Narodowe Archiwum Cyfrowe
13 lat temu, 27 września 2004 roku premier Marek Belka i kanclerz Gerhard Schroeder stwierdzili, że dla roszczeń reparacyjnych pomiędzy Polską i Niemcami nie ma miejsca „ani pod względem prawnym, ani pod względem politycznym”.

Polski rząd powinien domagać się reparacji wojennych od Niemiec? Odpowiedź w sondażu SW Research dla serwisu rp.pl.

Prawie 40 proc. ankietowanych uważa, że polski rząd powinien domagać się reparacji wojennych od Niemiec. Co trzeci badany jest przeciwnego zdania. Opinii w tej sprawie nie ma 28 proc. respondentów.

 

- W podziale na płeć 35 proc. kobiet nie ma zdania w tej sprawie, ale podobny odsetek popiera ten pomysł. Mężczyźni znacznie częściej są za (43 proc. vs 36 proc. przeciwko). Częściej za tym, że Polska powinna domagać się takich rekompensat, są osoby w wieku 35-49 lat (44 proc.), o wykształceniu zasadniczym zawodowym (42 proc.), dochodzie powyżej 5000 zł (51 proc.) oraz badani z miast od 100 do 199 tysięcy mieszkańców (41 proc.) - zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.

Po tym, jak kwestię reparacji postawił publicznie prezes PiS Jarosław Kaczyński, a później szef MON Antoni Macierewicz, na początku sierpnia głos zabrała zastępczyni rzecznika rządu Niemiec Ulrike Demmer. - Kwestia niemieckich reparacji dla Polski została w przeszłości ostatecznie uregulowana, prawnie i politycznie. W 1953 roku Polska wiążąco, a dotyczyło to całych Niemiec, zrezygnowała z dalszych świadczeń reparacyjnych dla całych Niemiec i w okresie późniejszym wielokrotnie to potwierdzała – wyjaśniła Demmer.

Jednak poseł Arkadiusz Mularczyk w rozmowie z „Rzeczpospolitą” argumentował, że „deklaracja z 23 sierpnia 1953 roku o rzekomym zrzeczeniu się przez Polskę reparacji wojennych była wielkim historycznym oszustwem, a używając języka prawniczego, z mocy prawa było to zrzeczenie nieważne. Doszło do niego w czasie kulminacji zimnej wojny pod naciskiem, tj. przymusem i szantażem wtedy, gdy w Polsce stacjonowały setki tysięcy żołnierzy radzieckich, ludzie opozycji ginęli w katowniach ubeckich, a marionetkowe komunistyczne władze PRL były zastraszone”.

Publicysta „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński uważa, że gdyby Polska używała swoich roszczeń wobec Niemiec jako karty przetargowej, można by to było traktować jako narzędzie dyplomatyczne. „Pytanie jednak, jaki cel chcemy osiągnąć wysuwając teraz sprawę roszczeń? Czy jest jakaś ważna sprawa, dotycząca być albo nie być Polski, że PiS taki pomysł teraz wysuwa? Bo mówienie o miliardach czy bilionach euro odszkodowań to w polityce międzynarodowej broń atomowa” – podkreślił Szułdrzyński.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL