Debata "Życia Regionów": Zamach na autonomię samorządu

aktualizacja: 03.07.2017, 16:55

Wokół zmian prawnych, które ograniczają swobodę wydatkowania pieniędzy przez władze lokalne, powinna rozpętać się awantura co najmniej jak wokół Trybunału Konstytucyjnego – mówili samorządowcy w Krynicy-Zdroju.

REDAKCJA POLECA

Chodzi o ustawę o regionalnych izbach obrachunkowych. Dyskusja nad tymi zmianami zdominowała debatę „Aktywność obywateli w sferze publicznej: od wyborów do budżetu obywatelskiego", która odbyła się w małopolskim uzdrowisku przy okazji III Konwentu Marszałków Województw RP. Organizatorem dyskusji było województwo małopolskie i „Rzeczpospolita Życie Regionów".

Brak zaangażowania

Uczestnicy debaty zastanawiali się, co jest największą barierą w zaangażowaniu obywateli w sprawy publiczne. W końcu to aktywność mieszkańców jest budulcem społeczeństwa obywatelskiego. Pewnym jej nośnikiem może być samorząd, który w tym roku świętuje 18-lecie.

Bronisław Komorowski, były prezydent RP, wskazał, że regiony to ogniwo funkcjonowania państwa, które zachowało istotną rolę w kształtowaniu ludzkich postaw.

– Z aktywnością obywatelską jest jednak w Polsce kiepsko i pytanie, dlaczego – zastanawiał się Komorowski. Jego zdaniem nie można się porównywać do krajów, które są bardzo silne. Natomiast musimy się porównywać do krajów dawanego obozu komunistycznego.

– Tutaj wypadamy gorzej – chociażby w porównaniu z krajami bałtyckimi. Mamy stosunkowo niską frekwencję wyborczą, która jest podstawowym wskaźnikiem zaangażowania. To moim zdaniem nieprzezwyciężone do końca nawyki poprzedniego systemu, czyli mentalność rodem z socjalizmu. To pokłosie życia w kraju, w którym wiele spraw obywatelskich rozwiązują władze centralne, a nie obywatele – mówił były prezydent. Podał przykład braku fundowania stypendiów przez absolwentów uczelni. – Większość przyznawanych stypendiów to granty rządowe. Praktycznie nie mamy fundacji stworzonych przez ludzi, którzy zdobyli wykształcenie i chcieliby pomóc studentom na swoich uczelniach – wskazywał. Innym przykładem braku zaangażowania obywatelskiego, który podał Komorowski, jest fakt, że w przestrzeni publicznej niemal wszystkie pomniki są budowane z funduszy publicznych.

Władysław Kosiniak-Kamysz, poseł i prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego, wskazywał, że Polacy łatwiej się skrzykują przeciw czemuś niż za czymś. Dodał jednak, że jest w Polsce sporo organizacji z bogatymi tradycjami, które wspierają taką pozytywną aktywność obywatelską.

– Ochotnicza Straż Pożarna to nie tylko dbanie o bezpieczeństwo przeciwpożarowe, ale też kultura i sport. To często centrum życia wiejskiego – mówił Kosiniak-Kamysz. Wskazał też przykład kół gospodyń wiejskich jako organizacji kształtujących aktywne postawy.

Szef PSL przypomniał też postać Jacka Kuronia, który jego zdaniem zrobił fantastyczną rzecz, zapraszając po 1989 roku do Polski przedstawicieli samorządów francuskich, którzy niejako zaszczepili tę ideę na naszym gruncie.

– Nie tylko nauczyliśmy Francuzów jeść nożem i widelcem, ale oni nas też czegoś nauczyli i warto o tym pamiętać – żartował. – Wciąż wierzę, że pod hasłem pozytywnych osiągnięć możemy coś razem zbudować.

Świadome wydawanie

W ramach władzy lokalnej obywatele coraz częściej decydują o swoich sprawach, poprzez referenda czy wybory. Mogą też podejmować decyzje dotyczące wydawania pieniędzy poprzez budżet partycypacyjny. Obecni w Krynicy-Zdroju goście rozmawiali m.in. o tym, na ile budżet obywatelski spełnił swoją rolę.

Jacek Krupa, marszałek województwa małopolskiego, wskazał, że budżet obywatelski jest kwestią poczucia podmiotowości obywateli.

– Wydaje mi się, że ludzie mają trochę dość demokracji pośredniej. Nie czują się w niej podmiotem całego systemu państwowego. Tęsknią za demokracją bezpośrednią na wzór szwajcarski czy grecki – mówił.

Jak podkreślił, to nie tylko kwestia decydowania o tym, jaki projekt w budżecie obywatelskim wybierze obywatel. Najpierw trzeba taki projekt wymyślić, zebrać wokół niego poparcie innych, stworzyć całe środowisko wokół niego, żeby miał szansę wygrać.

– To cała skomplikowana akcja, która buduje właśnie społeczeństwo obywatelskie – uważa Krupa, podając przykład przeprawy promowej przez Wisłę w podkrakowskim Tyńcu, jaka powstała dzięki I edycji budżetu obywatelskiego województwa małopolskiego.

– Dzięki inicjatywie mieszkańców – tych, którzy zgłosili ten pomysł do małopolskiego budżetu obywatelskiego, i tych, którzy na niego głosowali – prom wrócił na swoje miejsce po prawie 30 latach. Teraz turyści i mieszkańcy mogą się przeprawić na drugą stronę Wisły i podziwiać piękno tynieckiego klasztoru z drugiego brzegu – mówił marszałek Krupa.

Odrębnym problemem, który w ostatnich latach zjednoczył Polaków, jest walka ze smogiem. Szczególnie przybrała ona na sile w Małopolsce. Przy dużym poparciu mieszkańców wprowadzono nowe przepisy. To pierwszy skuteczny protest ekologiczny związany z ochroną powietrza. Świadomość ekologiczna społeczeństwa rośnie też na Śląsku, gdzie mieszkańcy coraz częściej domagają się reakcji władz.

Zdaniem Wojciecha Saługi, marszałka województwa śląskiego, problem smogu wyrósł na główny w tej kadencji i trafił na pierwsze strony gazet, ponieważ społeczeństwo dojrzało.

– Ludzie nie chcą żyć w brudnych miastach z zanieczyszczonym powietrzem. Ten problem istniał od wielu, wielu lat, ale dopiero teraz obywatele zdali sobie z niego sprawię i zażądali od władz, żeby to zmieniły.

Saługa wskazał, że w województwie jest już wdrażana uchwała antysmogowa.

– To efekt obszernych konsultacji ze społeczeństwem. Dziś to ludzie nam mówią, co mamy robić. Skończyły się czasy, kiedy władza wiedziała wszystko – mówił Saługa.

Jak podkreślił, paradoksalnie – tam, gdzie problem smogu jest największy, jest też największy opór społeczności wobec wymiany pieców.

– W Pszczynie dostałem prośbę o odroczenie wymiany. Ale mamy też silne głosy od mieszkańców, że tak dalej być nie może i problem trzeba zlikwidować natychmiast. Będziemy więc wymieniać w województwie wszystkie piece niespełniające norm, których jest aż 700 tysięcy – tłumaczył.

Jego zdaniem dzisiaj władza samorządowa musi wyłącznie wsłuchiwać się w głos ludu. Umożliwiają to media społecznościowe, które ułatwiają skrzykiwanie się społeczności lokalnej.

– Próbujemy więc w naszym województwie przemodelować sposób myślenia. Władza ma odgrywać rolę służebną – mówi Saługa.

Jego zdaniem budżety obywatelskie to bardzo dobre narzędzie – choć na małą skalę.

– Można sobie wyobrazić, że w przyszłości cały budżet samorządowy będzie miał taki właśnie charakter. Każdy taki budżet obywatelski odpowiada na pytanie, czego mieszkańcy chcą. Zazwyczaj zupełnie czegoś innego, niż sądzi władza – dodał Saługa.

Polacy mało protestują

Jak wskazywali paneliści, taka aktywność obywatelska czasem jest pewnym problemem. Lokalne inicjatywy były w stanie skutecznie zablokować powstanie obwodnicy, linii energetycznych czy ustawy metropolitalnej.

Jednak według Jarosława Flisa, socjologa, publicysty i naukowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, Polacy są jednym z najmniej skłonnych do protestów narodów w Unii Europejskiej.

– Rozumiem panujące w Polsce poczucie wyjątkowości, ale fakty są inne – mówił naukowiec.

Jego zdaniem politycy słuchają protestów tylko kiedy muszą. Jak wskazał, problem w Polsce polega na tym, że z różnych powodów jest bardzo daleka droga pomiędzy politykiem a obywatelem.

– Władza odrywa od rzeczywistości, a rządzący często nie wiedzą co się dzieje w społeczeństwie i oddalają się od obywateli. Oczywiste jest, że politycy chcą rządzić po swojemu, żeby nikt im nic nie narzucał – dodał Flis. Naukowiec ostro skrytykował system wyboru samorządowców sprzed 25 lat. Tłumaczył, że wszystkim rządzi polityka i próba zebrania jak najwięcej głosów partyjnych.

– W czterech ostatnich wyborach samorządowych średnio 60 proc. wyborców zagłosowało na kogoś, kto ostatecznie nie został radnym. Tylko 40 proc. zagłosowało za kimś, kto później został urzędnikiem. Głosujemy więc głównie na takich „naganiaczy" – ludzi, którzy mają przynieść głosy, ale nie wygrać – tłumaczył Flis.

– Jak ktoś raz, drugi, trzeci i czwarty głosuje i nigdy ta osoba nie zostaje radnym, to nie wiem, jak mu się chce jeszcze iść głosować – mówił.

Koniec niezależności

Rozmówcy poruszyli też ważny temat przejmowania kompetencji samorządu przez władze centralne. Dyskusja rozgorzała szczególnie wokół ostatniej ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych. Samorządy liczą jeszcze, że prezydent nie podpisze ustawy o RIO, ponieważ obawiają się nowych kryteriów kontroli. Uchwalona przez Sejm 8 czerwca ustawa o RIO rodzi pytania związane z konstytucyjnością zarówno zmian w sprawach personalnych izb, jak i kryteriów kontroli przez nie w samorządach. To właśnie nowe kryteria zbulwersowały samorządowców, którzy uważają, że dzięki nim izby przejmą kompetencje organów gminy. Są to kryteria rzetelności, gospodarności i celowości.

– Urzędnik będzie miał prawo oceny celowości wydatkowania pieniędzy z lokalnego budżetu. To oznacza koniec niezależności samorządu – mówił Jacek Krupa, marszałek województwa małopolskiego. – Do tej pory byliśmy kontrolowani tylko pod kątem zgodności z prawem. Reszta była sprawą społeczności lokalnej.

Krupa podał przykład działania Małopolski, która aktualnie realizuje duży program budowy ścieżek rowerowych. Równocześnie rozpoczęła kampanię społeczną „Małopolska na rowery", w której zachęca mieszkańców, żeby spędzali wolny czas z rodziną aktywnie – a nie biernie, z telefonem czy tabletem w ręku.

– Uważamy, że to ważne. I teraz proszę sobie wyobrazić, że przyjdzie urzędnik z RIO i powie: „to wyrzucanie pieniędzy w błoto". Za kilka miesięcy będzie można mnie przez to odwołać – mówił Krupa.

W podobnym tonie wypowiadał się Wojciech Saługa, marszałek województwa śląskiego.

– Takie działania władzy centralnej paraliżują nas, samorządowców. Już samo wejście Centralnego Biura Antykorupcyjnego do wszystkich urzędów marszałkowskich pokazało, że to nie są żarty. Funkcjonariusze niczego nie znaleźli, więc teraz próbuje się uderzyć w samorząd z innej strony, ustawą o RIO. Przepisy wdraża się bez konsultacji z nami, z dnia na dzień, a szczególnie w nocy. Nowe prawo zmienia mocno system samorządowy, który w ten sposób zostanie zniszczony. Szkoda – mówił Saługa.

– Mamy jeden z lepszych ustrojów na świecie, jeśli chodzi o samorząd. Tylko dlatego, że w 15 województwach nie rządzi PiS, to niszczy się to osiągnięcie tylko dla samego niszczenia – dodał.

Zdaniem Bronisława Komorowskiego, byłego prezydenta RP, w taki sposób zostanie cofnięty zegar historii.

– Danie możliwości zakwestionowania wydatkowania pieniędzy ze względu na celowość to coś, co przegapiła opinia publiczna. Media nie zareagowały, a wokół tego powinna być awantura podobnej rangi jak wokół zamachu na Trybunał Konstytucyjny – uważa Komorowski. Jak dodał, obecnie rządząca opcja polityczna wpadnie kiedyś w te same dołki, bowiem jej decyzje kiedyś będą przez innych kwestionowane, a mechanizm wykorzystywany do walki politycznej.

Jacek Krupa dodał, że samorząd jest coraz bardziej spychany przez władzę centralną w niebyt.

– Jestem marszałkiem już 19 miesięcy. Od 19 miesięcy nie było u mnie choćby jednego wiceministra, nie mówiąc już o urzędnikach państwowych wyższych rangą. Samorząd nie jest partnerem dla polityków i to widać – uważa Krupa.

– To bardzo smutne, bo tak naprawdę to samorząd zbudował Polskę po 1989 roku. Odtworzenie gmin i samorządów to najlepsza rzecz, jaka się wydarzyła. Musimy się teraz zmobilizować i proponować model jeszcze bardziej zdecentralizowany. Przeciwstawiać działaniom rządu, oferując nowe, lepsze rozwiązania.

Słabość klasy politycznej

Bronisław Komorowski wskazał, że władzy na ogół się nie lubi.

– Tym, co jest mankamentem polskiej sceny politycznej, jest nieprzezwyciężony do końca socjalizm, skłonność do myślenia centralnego. Ja też początkowo z dystansem podchodziłem do rozwiązań decentralizacji władzy. Zastanawiałem się, jak można zarządzać krajem, nie mając de facto ku temu narzędzi. Dziś jestem wielkim zwolennikiem tych reform, które zdecentralizowały władzę i w Polsce się sprawdziły – mówił.

Jego zdaniem mamy ogromną pokusę myślenia, że zarządzanie centralne będzie lepsze. To efekt natury ludzkiej w tej części świata. Chcemy, by ktoś za nas decydował, bo wtedy odpowiedzialność też będzie jego. Jak dodał – powoli z tego wyrastamy, ale to wciąż jest słabością naszej klasy politycznej, która rzadko kiedy zdobywa się na szeroką dyskusję z opinią publiczną.

– Władza częściej woli ominąć problem albo go przeforsować, zamiast konsultować, tłumaczyć i przekonywać. To trwa dłużej, ale jest lepsze i politycznie tańsze – dodał Komorowski.

 

 

 

Bronisław Komorowski, były prezydent Polski.

 

Jacek Krupa, Marszałek Województwa Małopolskiego.

 

Władysław Kosiniak-Kamysz, poseł i prezes PSL.

 

Wojciech Saługa, Marszałek Województwa Śląskiego.

 

Jarosław Flis, socjolog, publicysta i naukowiec z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

 

POLECAMY

KOMENTARZE