Zamiast dyscypliny mamy fiskalne poluzowanie

aktualizacja: 04.04.2017, 07:43
Foto: Bloomberg

W tym roku, mimo doskonałej koniunktury, można spodziewać się wzrostu deficytu i długu. A to może nam zaszkodzić, gdy gospodarka spowolni.

REDAKCJA POLECA

Deficyt sektora finansów publicznych wyniósł w zeszłym roku 2,4 proc. PKB – wynika ze z wstępnych szacunków GUS, podanych w poniedziałek. Tym samym rządowi PiS udało nieco obniżyć dziurę w finansach (o 0,2 pkt proc.) w porównaniu z 2015 r., który był ostatnim rokiem rządów koalicji PO–PSL.

Pozytywne zaskoczenie

To, że deficyt sektora pozostanie poniżej unijnego limitu 3 proc. PKB, wiadomo już od dłuższego czasu. Jednak skala poprawy jest miłym zaskoczeniem. Warto przypomnieć, że pod koniec zeszłego roku Ministerstwo Finansów przerzuciło na 2016 r. kilka miliardów złotych wydatków z 2017 r. w formie zwrotów VAT, a także zdecydowało, że ze środków budżetowych zostanie zakupiona kolekcja Czartoryskich (w tym m.in. obraz Leonarda da Vinci „Dama z gronostajem") za ok. 420 mln zł.

Do tego Eurostat (unijny urząd statystyczny, który ustala metodologię liczenie deficytu i długu dla wszystkich krajów UE) nakazał rozłożenie dochodów ze sprzedaży częstotliwości LTE na kilka lat –tym samym w budżecie za 2016 r. można było uwzględnić tylko ok. 0,6 mld zł zł zamiast 9,2 mld zł.

– Deficyt na poziomie 2,4 proc. PKB można też ocenić jako zaskakująco niski, także z perspektywy wcześniej wyrażanych obaw co do stanu finansów publicznych i relatywnie niskiego nominalnego tempa wzrostu PKB – zauważa Piotr Bujak, główny ekonomista banku PKO BP.

Warto przypomnieć, że jeszcze kilkanaście miesięcy temu mało kto wierzył, że po wprowadzeniu w życie programu 500+, który pochłonął w zeszłym roku ok. 17 mld zł, w ogóle uda się utrzymać deficyt poniżej progu 3 proc. PKB.

– Gospodarka też rosła stosunkowo wolno, bo jej wartość zwiększyła się nominalnie tylko o 3 proc. – mówi Bujak. – Pomogła na szczęście struktura tego wzrostu, bo rosła baza podatkowa. Dzięki poprawie na rynku pracy rosła liczba osób pracujących i ich wynagrodzenia, dosyć szybko rosła konsumpcja, która jest najlepszym źródłem dochodów podatkowych – wylicza.

W obniżeniu deficytu bardzo pomogły samorządy, które w 2016 r. mogły pochwalić się 7,7 mld zł nadwyżki budżetowej. Inna sprawa, że był to akurat efekt załamania inwestycyjnego, które negatywnie wpływało na dynamikę PKB.

Dług rośnie zbyt szybko

Znacznie gorzej przedstawia się stan finansów publicznych pod względem wysokości zadłużenia. Nasz dług wystrzelił w 2016 r. i sięgnął – jak podał też GUS – 54,4 proc. PKB. To aż o 3,2 pkt proc. więcej niż na koniec 2015 r. Od 1995 r. nasze zadłużenie w relacji do PKB było wyższe tylko raz – w 2013 r., gdy wyniosło 55,7 proc. Wówczas rząd ograniczył dług (spadek w 2014 r. do 50,2 proc. PKB), „przejmując" około połowy aktywów OFE.

Co więcej, zadłużenie sektora instytucji rządowych i samorządowych rośnie bardzo szybko zarówno w relacji do PKB, jak i w kwotach nominalnych (co już opisywaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej"). W 2016 r. zwiększył się on o 86 mld zł, co było drugim co do wielkości wysokim wzrostem od 21 lat. Tylko że w 2010 r. (wzrost o ok. 89 mld zł) borykaliśmy się z efektami globalnego kryzysu finansowego, a obecnie sytuacja zarówno na świecie, jak i w Polsce jest nieporównywalnie lepsza.

– Trzeba pamiętać, że do wzrostu zadłużenia, o około 15 mld zł, przyczyniło się w zeszłym roku osłabienie złotego. Co jednak nie zmienia faktu, że rośnie ono bardzo szybko i niebezpiecznie zbliżyło się go granicy progu ostrożnościowego wynoszącego 55 proc. PKB – komentuje Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Banku. – W tym roku także należy spodziewać się, że zarówno deficyt, jak i dług będą wyższe niż w 2016 r. W praktyce mamy więc do czynienia z rozluźnieniem polityki fiskalnej państwa. Tymczasem w czasach dobrej koniunktury należałoby dokonywać zacieśnienia w finansach publicznych – podkreśla Kalisz.

Poduszka bezpieczeństwa

Rząd w strategii zarządzania długiem z października zeszłego roku oszacował, że zadłużenie sektora w tym roku wzrośnie o 60–70 mld zł, czyli o ok. 0,9 pkt proc. PKB. W tym roku bowiem trzeba znaleźć już ok. 23 mld zł na finansowanie programu 500+, a do tego ruszyć powinny inwestycje publiczne, które np. w samorządach zwykle oznaczają szybki wzrost długu.

– Jeszcze w tym roku czy nawet przyszłym przed przekroczeniem limitów zadłużania rząd chronić będzie silny wzrost gospodarczy – dodaje Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao. – Ale w każdym cyklu gospodarczym po okresie ożywienia przychodzi okres spowolnienia. Wówczas rząd zostanie postawiony pod ścianą – ostrzega Mrowiec.

– W czasie dobrej koniunktury należy dążyć, by deficyt fiskalny był jak najmniejszy, a dług spadał w relacji do PKB. Tak by mieć poduszkę bezpieczeństwa, pewną przestrzeń do działań, gdy przyjdą gorsze czasy – wtóruje Bujak. ©?

Czy niepokoi cię wzrost polskiego długu publicznego?

Podyskutuj z nami na: facebook.com/ dziennikrzeczpospolita

Opinie

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

W 2017 r. nie da się powtórzyć dość dobrego wyniku deficytu, o ile mają ruszyć inwestycje. Bo inwestycyjny boom może przynieść skok deficytu o 0,6–0,8 pkt proc., do 3–3,2 proc. PKB. A to oznacza, że przy wysokim wzroście gospodarczym w 2017 r. luka w finansach publicznych znów otrze się o traktatową granicę 3 proc. PKB. Wysoki deficyt powoduje, że duże będą potrzeby pożyczkowe państwa, a więc narastanie długu, zarówno nominalnie, jak i w relacji do PKB, jest nie do uniknięcia. W 2017 r. dług przekroczy próg ostrożnościowy 55 proc. PKB (według metodologii UE). Choć trzeba przyznać, że nie wywoła to reperkusji, bo w „krajowej metodologii" stosujemy prymitywne uniki, zamiatając część długu pod dywan.

Christopher Hartwell, prezes Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych

Polski rząd wydaje za dużo. Dług publiczny jest wprawdzie w Polsce wciąż niski na tle europejskim, ale będzie rósł w związku z nowymi ciężarami fiskalnymi, takimi jak obniżenie wieku emerytalnego. Finanse publiczne Polski w żadnym razie nie są zdrowe. Gdy dojdzie do spowolnienia wzrostu PKB albo zwyżki stóp procentowych – a prędzej czy później dojdzie – ciężar długu stanie się dość nieznośny. Właściwą polityką byłoby ograniczenie wydatków tak, aby rząd realizował tylko swoje kluczowe funkcje, i dopasowanie do nich przychodów. Bo próby nakładania coraz to większych obciążeń podatkowych na sektor prywatny w końcu zahamują wzrost PKB i w efekcie zmniejszą wpływy do budżetu.

Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club

W 2016 r. przyrost długu publicznego ograniczało załamanie inwestycji. W tym i w kolejnych latach, aby nie stracić funduszy z UE, rząd będzie musiał zwiększyć inwestycje publiczne. Na to nałożą się efekty obniżki wieku emerytalnego – nie tylko większe wydatki z tym związane, ale i wolniejszy wzrost gospodarki wskutek ograniczenia podaży pracy. Wzrost PKB 2,5–3 proc. rocznie będzie dobrym wynikiem. To, czy wtedy dług nie będzie rósł, zależy od efektów uszczelniania systemu podatkowego, które są niepewne. Dlatego prognoza Komisji Europejskiej, wedle której do 2027 r. dług publiczny Polski sięgnie 70 proc. PKB, może się zrealizować.

Przemysł w doskonałej formie

Wskaźnik PMI, popularny barometr koniunktury w przemyśle przetwórczym, spadł w marcu do 53,5 z 54,2 pkt w lutym. Okazał się niższy od najbardziej nawet pesymistycznych prognoz ekonomistów ankietowanych przez „Parkiet". Przeciętnie spodziewali się oni wzrostu PMI do 54,7 pkt.

Mimo to poniedziałkowe dane potwierdzają, że polska gospodarka nabiera rozpędu. Coraz więcej ekonomistów uważa, że w II połowie roku tempo wzrostu PKB dojdzie do 4 proc. rocznie.

PMI, publikowany przez firmę IHS Markit, bazuje na ankiecie przeprowadzanej wśród menedżerów logistyki około 200 przedsiębiorstw. Każdy jego odczyt powyżej 50 pkt oznacza, że przemysł się rozwija miesiąc do miesiąca. Dystans od tej granicy to miara tempa tego rozwoju. W marcu było ono wciąż wyższe niż średnio w poprzednich siedmiu latach (średnia PMI z lat 2010–2016 to 51,9 pkt), a cały I kwartał br. był dla polskiego przemysłu przetwórczego najbardziej udany od dwóch lat.

Z ankiety IHS Markit wśród przedsiębiorców wynika, że w marcu produkcja w przemyśle przetwórczym rosła najwolniej od listopada, a zatrudnienie najwolniej od października ub.r. Wyhamował również napływ nowych zamówień. Mimo to oczekiwania firm na najbliższy rok były najlepsze od 13 miesięcy.

– Inne wskaźniki koniunktury w Polsce i za granicą wspierają scenariusz utrzymania wysokiej aktywności w firmach przemysłowych – podkreśla Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Przypomina m.in. marcowy odczyt wskaźnika nastrojów przedsiębiorców (ESI), który pokazał największy optymizm w polskim przemyśle od końca 2010 r.

Doskonała koniunktura utrzymuje się też u głównych partnerów handlowych Polski. PMI w przemyśle Niemiec w marcu wzrósł do 58,3 pkt w porównaniu z 56,8 pkt w lutym, a w całej strefie euro do 56,2 pkt z 55,4 miesiąc wcześniej. W obu przypadkach były to odczyty najwyższe od sześciu lat.

Ekonomiści Plus Banku podwyższyli w poniedziałek prognozę wzrostu polskiej gospodarki w 2017 r. do 3,6 z 3,3 proc. To była już druga rewizja ich oczekiwań w tym roku. Także po raz drugi w krótkim czasie prognozy wzrostu PKB podwyższyli ekonomiści banku Credit Agricole. Według nich polska gospodarka powiększy się w tym roku o 3,8 proc., a nie o 3,3 proc. Oba zespoły wskazują, że oprócz sprzyjającego eksportowi otoczenia zewnętrznego gospodarkę napędzać ma także wyraźniejsze, niż się dotąd wydawało, odbicie w inwestycjach.

Rewizję prognozy tegorocznego wzrostu polskiego PKB ogłosili w poniedziałek również ekonomiści banków Pekao (z 3,0 do 3,6 proc.) oraz Millennium (z 3,1 do 3,4 proc.). Dla porównania, w ustawie budżetowej na ten rok rząd założył, że PKB urośnie o 3,6 proc. Ta prognoza, choć jeszcze kilka miesięcy temu wydawała się optymistyczna, dziś wygląda na realistyczną. Najwięksi optymiści, ekonomiści z mBanku, wieszczą wzrost PKB o 4 proc.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE