Mateusz Morawiecki nie chce do obowiązującego w Unii limitu deficytu budżetowego nie wliczać wydatków na obronność

aktualizacja: 01.11.2016, 21:55

Propozycja Mateusza Morawieckiego, aby do obowiązującego w Unii limitu deficytu budżetowego nie wliczać wydatków na obronność, nie ma szans na akceptację w Brukseli.

REDAKCJA POLECA
04.01.2017
NIK wytyka błędy w tworzeniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej
02.11.2016
Niepokojąco słaby koniec roku
kariera
Wulgaryzmy w pracy niedopuszczalne, chociaż powszechne

UE powinna przemyśleć, czy w tych niespokojnych czasach nie należałoby wyłączyć wydatków na politykę obronną poza obowiązujący limit deficytu sektora finansów publicznych – oświadczył w piątek podczas konferencji w Akademii Leona Koźmińskiego wicepremier Mateusz Morawiecki. Powtarzając propozycję, którą po raz pierwszy przedstawił dwa dni wcześniej na Warszawskim Forum Bezpieczeństwa, dał do zrozumienia, że traktuje ją poważnie.

Ale ekonomiści nie zostawiają na niej suchej nitki. – To pomysł nieodpowiedzialny – powiedział „Rzeczpospolitej" eurodeputowany Dariusz Rosati. – Nierealistyczny, bezzasadny – dodał Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Podobny pomysł przedstawiła wiosną 2015 r. Platforma Obywatelska.

Traktat z Maastricht zobowiązuje kraje UE do utrzymywania deficytu sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB, a długu publicznego poniżej 60 proc. PKB. Na mocy tzw. paktu stabilizacji i wzrostu państwa, które łamią te reguły, są obejmowane procedurą naprawczą, a jeśli nie przynosi ona skutków, grożą im sankcje, z karami finansowymi włącznie.

Morawiecki zapewnił, że rząd będzie utrzymywał deficyt w granicach unijnego limitu, ale spróbuje „inspirować zmiany". Z jednej strony chodzi o bezpieczeństwo w niespokojnych czasach, a z drugiej – jak tłumaczył wicepremier – wydatki na obronność mogą sprzyjać innowacyjności gospodarki.

Gdyby propozycja została w UE przyjęta, rząd mógłby bez narażania się na sankcje utrzymywać deficyt na poziomie przekraczającym 5 proc. PKB. Po zmianach z końca ub.r. ustawa o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu sił zbrojnych zobowiązuje bowiem rząd do przeznaczania na obronność co najmniej 2 proc. PKB.

– Szanse na to, aby polska propozycja została przyjęta, są zerowe. W Brukseli nie ma woli zmieniania reguł fiskalnych – powiedział „Rz" Zsolt Darvas, ekspert brukselskiego think tanku Bruegel. Jak przypomniał, reguły są elastyczne: KE pozwala krajom Unii na wykroczenia, o ile są przejściowe lub spowodowane wyjątkowymi okolicznościami. Np. Francja, która od dekady ma deficyt większy niż 3 proc. PKB, a od 2009 r. jest objęta procedurą nadmiernego deficytu, systematycznie otrzymuje dodatkowy czas na dostosowanie się do reguł. Ostatnio pretekstem był wzrost wydatków po zamachach terrorystycznych. – W praktyce reguły fiskalne w UE są tak elastyczne, że niektóre kraje się nimi nie przejmują – mówi Darvas.

Mimo to propozycje wyłączenia pewnych kategorii wydatków z ograniczeń fiskalnych pojawiają się. Składał je także rząd Donalda Tuska, który chciał innego traktowania deficytu wynikającego z transferu pieniędzy z ZUS do OFE. – Proponowano już wyłączenie inwestycji, wydatków na badania i rozwój, na szkolnictwo, na walkę z nierównościami, a teraz na obronność. Gdyby KE na to przystała, reguły fiskalne straciłyby sens – powiedział „Rz" Daniel Gros, dyrektor brukselskiego ośrodka analitycznego CEPS. – Duże deficyty i dług prędzej czy później kończą się problemami. Jeśli jakiś rząd chce na coś wydawać więcej, musi podnieść podatki albo ograniczyć inne wydatki – dodał.

– Zgadzam się, że wydatki na obronność mogłyby być w Polsce większe. Ale jeśli rząd PiS uważa, że to jest priorytet, powinien ograniczyć inne wydatki – mówi Rosati. Jak podkreślił, przy obecnej koniunkturze nie ma uzasadnienia, by deficyt w Polsce sięgał nawet 3 proc. PKB. – Strach pomyśleć, do jakiego poziomu się zwiększy, jeśli koniunktura się pogorszy – dodał.

Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE