Budżet i Podatki

Budżetowe sztuczki dla ominięcia reguły

Fotolia
W projekcie budżetu państwa rząd dokonał mało przekonujących przesunięć wydatków z funduszu do funduszu. Przypomina to raczej księgowe zabiegi, tak by rząd mógł przeznaczyć więcej na inne cele.

W przyszłym roku Fundusz Pracy, który jest finansowany ze składek od wynagrodzeń, na swoją działalność ma wydać aż o 4 mld zł mniej niż w 2017 r. – wynika z projektu planów finansowych funduszy celowych na 2018 r.

Rząd planuje, że o 0,9 mld zł mniej Fundusz wyda na aktywne formy walki z bezrobociem, a na zasiłki z tytułu braku zatrudnienia – 0,4 mld zł mniej niż w tym roku. Takie zmiany mogą być uzasadnione poprawą sytuacji na rynku pracy, za to mniej zrozumiała jest propozycja, by Fundusz Pracy przestał finansować wypłatę zasiłków i świadczeń przedemerytalnych (w 2017 r. to ok. 2,4 mld zł). Od 2018 r. obowiązek ten ma być scedowany na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (w 2018 to ok. 2,1 mld zł).

Problem w tym, że to mały fundusz, którego przychody w ostatnich latach oscylowały w granicach 500–600 mln zł. Sfinansowanie zadania na ponad 2 mld zł to dla niego duży ciężar i będzie oznaczało konieczność naruszenia zgromadzonych rezerw. Rezerwy te, obecnie w wysokości ok. 5 mld zł, powinny zaś być gwarancją wypłacalności Funduszu na podstawowe działanie – wypłatę należnych wynagrodzeń pracowników przedsiębiorstw w razie ich bankructwa.

– Manewr polegający na przesunięciu jednego wydatku z funduszu do funduszu wydaje się szczególnie podejrzany – komentuje Łukasz Kozłowski, ekspert organizacji Pracodawcy RP, który jako pierwszy zwrócił uwagę na rządowe propozycje. – Można sądzić, że chodzi o ominięcie tzw. reguły wydatkowej, która określa nieprzekraczalny limit wydatków dla większości sektora finansów publicznych – dodaje.

Reguła, wprowadzona jeszcze w 2013 r. (przez rząd PO), ma ograniczyć zakusy rządu na nadmierny wzrost wydatków i docelowo doprowadzić do ograniczenia długu państwa. Zgodnie w jej zasadami na początek na dany rok wyliczany jest pewien limit wzrostu wydatków, po czym wszystkie jednostki objęte regułą muszą się nim podzielić i zmieścić.

Na 2018 r. limit miał wynosić ok. 36 mld zł. Ta wydawałoby się potężna kwota bladła jednak przy rosnących potrzebach – m.in. 10 mld zł nowych kosztów wynikających z obniżenia wieku emerytalnego, wzrost wydatków na obronność, na składkę do UE czy w końcu na inwestycje (także te samorządowe). Na potrzeby samego budżetu centralnego zostawało niewiele.

Zdaniem Kozłowskiego rząd znalazł jednak sposób, by rozwiązać swój problem. Wypchnięcie 2,1 mld zł wydatków do FGŚP, który nie jest objęty regułą, i obniżenie wydatków z Funduszu Pracy daje przestrzeń na zwiększenie innych wydatków budżetu – zauważa Kozłowski.

Politycy już nie pierwszy raz sięgają po różne księgowe sztuczki. Takim zabiegiem było np. wypchnięcie, za czasów rządu PO, poza sektor finansów publicznych wydatków inwestycyjnych na budowę dróg po to, by ustrzec się przed przekroczeniem limitu zadłużenia. Z kolei rząd PiS swoje urzędowanie zaczął od rozmiękczania reguły wydatkowej, tak by zmieścić się w budżecie z programem 500+.

Na co idą pieniądze ze składek

Fundusz Pracy, stanowiący niejako nasze ubezpieczenie w razie bezrobocia, już od kilku lat ma sporą nadwyżkę. Kolejne rządy chętnie sięgają po jego zasoby nie tylko w celu rozwiązywania problemów wynikających z bezrobocia. W 2018 r. 70 mln zł ma zostać przeznaczonych na wsparcie kobiet w ciąży „Za życiem", a 200 mln zł – na rozwój sieci żłobków.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL