Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Boks

Cierpliwość i pogarda dla ringowych wojen

Pixabay
Walka Ukraińca Wasyla Łomaczenki z Kubańczykiem Guillermo Rigondeaux to pierwszy na zawodowym ringu pojedynek podwójnych mistrzów olimpijskich.

W sobotę, w nowojorskiej Madison Square Garden Theater stawką będzie pas organizacji WBO w wadze junior lekkiej, należący do Łomaczenki. Rigondeaux jest mistrzem kategorii junior piórkowej i jeśli przegra z Ukraińcem, to go straci. Taka jest decyzja władz organizacji WBA.

Bukmacherzy stawiają na 29-letniego Łomaczenkę, który jako amator stawał na najwyższym stopniu olimpijskiego podium w Pekinie (2008) i Londynie (2012). Pierwszy sukces (w wadze piórkowej) dał mu też Puchar Vala Barkera, przyznawany najlepszym pięściarzom turnieju olimpijskiego. Cztery lata później wygrał w wadze lekkiej.

Osiem lat starszy Kubańczyk triumfował na igrzyskach w Sydney (2000) i Atenach (2004) w kategorii koguciej. Na zawodowym ringu nie przegrał żadnej walki, ale jego perfekcyjny, lecz nudny styl nie przysparza mu zwolenników.

Co innego Łomaczenko, który już w drugiej zawodowej walce mógł sięgnąć po mistrzowski pas, ale sędziowie stosunkiem głosów 2:1 uznali, że lepszy był Meksykanin Orlando Salido. Ukrainiec zdobył więc tytuł w kolejnym, zaledwie trzecim pojedynku i przeszedł do historii.

Obaj walczą z odwrotnej pozycji, ale tylko Kubańczyk jest mańkutem. I raczej nie zmieni swojego stylu, będzie czekał na błąd Łomaczenki i swoją firmową kontrę. Jego filozofia boksu jest prosta: najważniejsze, by nie dać się trafić, ringowymi wojnami Kubańczyk gardzi. Jest perfekcyjny technicznie, cierpliwy i mocno bije. Ale tym razem będzie walczył o dwie kategorie wyżej, z większym, podobnie jak on znakomitym i chyba szybszym technikiem, który jak nikt inny potrafi zmieniać kąty ataku.

– Łomaczenko mówi, że skopie mi tyłek, a ja się z tego śmieję. Czy on myśli, że ma cztery ręce? Dwukrotnie wygrał igrzyska, ale ja też tego dokonałem. Jak dostanie w głowę, to zmieni zdanie – to słowa Rigondeaux, który stanie przed życiową szansą, by potwierdzić swoją wielkość.

Na Kubie „El Chacal" był bohaterem. Oprócz igrzysk dwukrotnie wygrywał też mistrzostwa świata (tak jak Łomaczenko), siedmiokrotnie mistrzostwo swojego kraju. Jego amatorski bilans jest imponujący (463-12), ale Ukrainiec ma jeszcze lepszy (396-1).

Pomimo szacunku u rodaków Rigondeaux z Kuby Fidela Castro uciekał kilka razy. Ostatecznie udało mu się w 2009 roku. Przez Meksyk przedostał się do Miami, gdzie teraz mieszka. Na Kubie zostawił siedmiu braci, byłą żonę i synów. Ale sportowy cel osiągnął szybko. Po roku, w ósmym zawodowym pojedynku został mistrzem interim WBA w wadze koguciej.

Ma żal do tych, którzy twierdzą, że jego walki są nudne. Porównuje się z Floydem Mayweatherem Jr i przekonuje, że gdyby był Amerykaninem, zrobiłby podobną karierę, co jest jednak dyskusyjną tezą, choć jego wygrana z Filipińczykiem Nonito Donairem (2013) była pokazem świetnego boksu.

Nie brakuje głosów, że sobotni pojedynek w Nowym Jorku nie ma faworyta, ale trudno się z tym zgodzić. Więcej atutów ma Łomaczenko.

Transmisja w Polsacie Sport. Niedziela 3.00

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL