Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Blogi

Iwona Trusewicz: Armagedon w Wilnie

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Środa będzie drogo kosztować litewską stolicę. Wilno przekształciło się w gigantyczne lodowisko, bo piaskarki, które miały zapanować nad lodem, wyjechały za miasto.

Najpierw padał deszcz, a potem nadciągnął mróz i w środę rankiem ulice i chodniki Wilna pokryła warstwa lodu. Co się działo na ulicach? Karambole, wywrotki, wyjazdy poza ulice, uderzenia w latarnie, hamowanie na ścianach domów. Na przystankach utknęły tysiące ludzi, a autobusy które zdołały wyjechały na trasy pomimo ostrzeżeń meteorologów, także zaliczyły kolizje i wypadnięcia w jezdni. Ludzie, którzy próbowali dojść gdziekolwiek pieszo, łamali nogi i ręce na oblodzonych chodnikach.

„ Już rankiem trzeba było ogłosić w mieście stan wyjątkowy. Miasto powinno funkcjonować w warunkach ekstremalnej sytuacji. W rzeczywistości mamy setki jak nie tysiące uszkodzonych pojazdów i bardzo dużo poszkodowanych, może i ofiar śmiertelnych. A przecież tego wszystkiego można było uniknąć. My - znając prognozy obdzwoniliśmy ludzi i odwołaliśmy wszystkie zajęcia - ocenił Arturas Pakenas ekspert ruchu drogowego i instruktor w szkole nauki jazdy, dla portalu Delfi.

Ekspert wskazał na bezmyślność kierowców, którzy pomimo, że sami z ledwością dochodzili do aut, to wyjeżdżali na oblodzone ulice. Chyba liczyli, że te główniejsze ulice już zostały posypane. Ale się przeliczyli. Nawet główna ulica Wilna - Prospekt Gedymina, była gładziutka jak olimpijska arena w Piongczangu.

- Dlaczego na ulicach znajdował się żywy lód w czasie największego porannego szczytu komunikacyjnego między 7.00 i 8.00? Dlaczego służby drogowe do 6.00 rano nie doprowadziły miasta do przejezdności - pytał Pakenas i pytania te zadają sobie dzisiaj Wilnianie.

Mer Wilna Remigjus Simasius pośpieszył z przeprosinami, nazywając to co się działo rankiem „niedogodnościami".

„Przepraszam mieszkańców Wilna za dzisiejsze niedogodności w drodze do pracy czy szkoły. Miejskie służby rzeczywiście niedostatecznie zareagowały na zmianę pogody, choć wszystkie piaskarki rano wyjechały na ulice, a opóźnienia miejskiej komunikacji miały miejsce kiedy piaskarki utknęły w korkach".

Odpowiedzialna na chaos firma Grinda nie ma sobie nic do zarzucenia. W opublikowanym komunikacie tłumaczy, że w nocy padał deszcz i temperatura była około zera. Nie było więc potrzeby sypania piasku. Ale ok. 6.00 niespodziewanie przyszedł mróz; piaskarki które wyjechały wtedy na ulice udały się na obrzeża Wilna. Dlaczego? „Bo tam była niższa temperatura". I na obrzeżach już pozostały, bowiem w centrum zapanowała Armagedon.

Wileńskim służbom drogowym należy się niewątpliwie nagroda Darwina. Przyznaje się ją na za wszelkiego rodzaju głupoty popełniane przez ludzi wbrew logice i naukom. W Polsce dostał ją kiedyś pewien rolnik. Chciał on rozebrać wysoki komin po starej cegielni. Podjechał koparką i zaczął rozbiórkę od dołu. Długo go potem odgruzowywali spod góry zawalonych na koparkę cegieł.

Chciałoby się tylko, by wileński Armagedon nie powtórzył się niebawem, w którymś z polskich miast. U nas służby zimowego odśnieżania też potrafią nie raz zaskoczyć nawet samą zimę.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL