Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Kto wybudzi uśpione rezerwy

Bloomberg
Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki – brzmi powiedzenie przypisywane przez jednych amerykańskiemu pisarzowi Markowi Twainowi, przez innych zaś premierowi Wielkiej Brytanii Benjaminowi Disraelemu. Jego prawdziwość widać na przykładzie stopy bezrobocia w Polsce, która po przekroczeniu 20 proc. w lutym 2003 roku za rządów SLD–PSL systematycznie spada i wynosi już tylko 6,6 proc. według GUS.
Mało tego. Według innych wyliczeń (tzw. BAEL) faktycznie wynosi ona 4,7 proc. Taki poziom bezrobocia oznacza właściwie jego brak. I nic dziwnego, że obecny rząd nieustannie się tym chwali. Z drugiej strony przedsiębiorcy są w rozpaczy, nie mogąc znaleźć pracowników, a ekonomiści straszą, że to może być największa bariera w dalszym rozwoju kraju. Spadek bezrobocia jest faktem i wynika głównie z wyjazdu blisko 2 mln Polaków za granicę po otwarciu unijnego rynku pracy, bardzo dobrej sytuacji gospodarczej, a także z takich „drobiazgów", jak obniżenie wieku emerytalnego od października tego roku. Kolejne tysiące ludzi ruszyły po emerytury, zwalniając miejsca pracy innym. Tyle że coś tu nie gra. Statystycznie jesteśmy w czołówce krajów UE z niskim bezrobociem (przed nami jest tylko kilka państw, np. przodujące Czechy – 2,7 proc.). Z drugiej zaś strony pod względem liczby biernych zawodowo na 100 mieszkańców jesteśmy wśród kilku najgorszych. Na pierwszy rzut oka to sprzeczność. W P...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL