Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Blogi

Nie tak łatwo wykorzystać miliardy złotych

Archiwum
Ruszają warte miliardy złotych remonty na ważnych trasach kolejowych. Chodzi m.in. o linie pomiędzy Warszawą a Poznaniem (2,6 mld zł), Lublinem (3,6 mld zł), Grodziskiem Mazowieckim na trasie Via Baltica czy na kolejowym węźle Krakowa.

Skąd ten pociąg do inwestycji? Zapewne gdyby potrzebne były na nie środki z naszego budżetu, inwestycje by już skreślono, a przynajmniej ich część (kazus inwestycji drogowych). Chodzi jednak o konieczność wydania w tym roku 5,5 mld zł z funduszy unijnych (w przyszłym roku będzie to ponad 10 mld). Jeśli się nie uda, pieniądze przepadną, bo trzeba je będzie oddać do unijnej skarbonki. A to byłaby duża strata dla nas wszystkich. I nie chodzi tylko o pogorszenie wizerunku resortu infrastruktury czy PKP Polskich Linii Kolejowych.

Z drugiej strony szykuje się mordęga dla pasażerów. Będą objazdy, zastępcza komunikacja autobusowa, generalnie czas przejazdu na remontowanych odcinkach mocno się wydłuży.

Jak zatem ocenić te remonty? Można to porównać do budowy metra w stolicy czy kolejnych odcinków autostrad i dróg ekspresowych. Wielu narzeka, bo zwiększają się korki w Warszawie, bo wydłuża się podróż samochodem po kraju. Po oddaniu kolejnych przystanków metra czy szybkich dróg wszyscy sceptycy natychmiast zapominają o krótkiej niewygodzie i dziwnym trafem nie wspominają już o długookresowych korzyściach.

Z punktu widzenia całej gospodarki – zwycięzców przetargów, podwykonawców, w końcu pracowników – 5 czy 10 mld zł na inwestycje to potężny zastrzyk gotówki, odczuwalny już nawet we wzroście polskiego produktu krajowego brutto. Inna sprawa, czy rodzime firmy budowlane są w stanie zrealizować tak duże inwestycje kolejowe w tak krótkim czasie. To na pewno będzie duże wyzwanie.

Już za chwilę podobne obawy mogą dotyczyć kolejnej, miliardowej fali inwestycji – w start-upy. Tu też do wydania będzie kilka miliardów złotych w krótkim okresie. Szacuje się, że nawet niemal tysiąc młodych biznesów miałoby otrzymać średnio po 3 mln zł.

Czy urzędnicy poradzą sobie ze znalezieniem odpowiedniej liczby chętnych, tak by niewykorzystane pieniądze nie wróciły do unijnej kasy? I czy będą potrafili zweryfikować zgłaszających się po wsparcie? Wszystko w rękach Ministerstwa Rozwoju, a zwłaszcza Polskiego Funduszu Rozwoju. Wśród finansistów jednak nie brakuje obaw, że przy takich kwotach do rozdzielenia pojawi się fala spryciarzy próbujących wyłudzić łatwe pieniądze.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL