Święto biznesu czy zakochanych

Adobe Stock
W Polsce, tak jak w większości krajów świata, zaczyna się walentynkowe szaleństwo. Konsumenci są zasypywani setkami najróżniejszych ofert, obejmujących nie tylko promocyjne zakupy czekoladek, kosmetyków i bukietów, ale i biletów lotniczych, wycieczek, noclegów hotelowych czy... sprzętu AGD. Kuszeni są pościelą w serduszka i bielizną modelującą. W tym ostatnim wypadku trudno nawet dociec, czy to oferta bardziej dla niej czy dla niego.

To drugie, po Halloween, święto ze Stanów Zjednoczonych, które zostało z powodzeniem zaszczepione na światowych rynkach. Bo tym rynkom właśnie dało wyjątkową szansę. Czy kolumbijskim producentom kwiatów przyszłoby do głowy wyhodować róże o długości dwóch metrów, gdyby nie było na nie popytu w Moskwie? Taki kwiat jest zapakowany w kartonowe ozdobne pudełko (made in China) i leci z Bogoty do Moskwy samolotem z przesiadką w którymś z europejskich portów. Czyli na rublowej równowartości 100 dolarów, którą trzeba zapłacić za kwiatową ekstrawagancję, zarabia Kolumbijczyk, Chińczyk, Niemiec albo Hiszpan – zależnie od tego, gdzie cargo było przeładowywane, i Rosjanin – miejscowy dystrybutor. Jeden kwiat staje się tym samym produktem globalnym, tak samo jak i całe święto.

Zaraz po walentynkach jest Chiński Nowy Rok. Czas, kiedy w Chinach zamiera życie gospodarcze i kwitnie wyłącznie towarzyskie. I też jest obchodzone nie tylko w Chinach i w Azj...

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL