Biura podróży

Jańczuk: Zimowe rejsy Itaki to dopiero początek

Mariusz Jańczuk jest przekonany, że Polacy polubią rejsy z Itaką
materiały prasowe
O planach rozwoju nowego produktu, jakim są rejsy własnym statkiem, o szansach poszczególnych kierunków w nowym sezonie i o ekspansji biura podróży za granicą – opowiada Turystyce.rp.pl prezes Itaki Mariusz Jańczuk

Filip Frydrykiewicz: Spotykamy się na statku wyczarterowanym przez Itakę, w jego inauguracyjnym rejsie po Wyspach Kanaryjskich. Jak się panu podoba?

Mariusz Jańczuk: Bardzo mi się podoba. Statek jest odnowiony, czysty, zadbany. Serwis i jakość pokojów są bez zarzutu. Obsługa jest wręcz nadzwyczajnie uprzejma. W ciągu dnia są animacje dla osób, które nie zdecydowały się zejść na ląd i wziąć udziału w wycieczce, a wieczorem rejs uprzyjemniają artyści i kabaret. Pasażerowie czują, że to, co im serwujemy, jest przygotowane specjalnie z myślą o polskich klientach, a o to nam właśnie chodziło.

Byłem już na rejsie Ocean Majesty, ale nie z polską załogą. Naturalnie jestem ciekaw, jak to wszystko zadziała. Ale już widzę, że nie mamy się czego wstydzić. Pomysł jest bardzo trafiony.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z PIERWSZEGO REJSU OCEAN MAJESTY POD BANDERĄ ITAKI

Jak widzi pan przyszłość rejsów pod banderą Itaki?

Wyspy Kanaryjskie to dopiero początek. Chcemy rozwijać rejsy o nowe kierunki. Najprostszym rozwiązaniem będzie wprowadzenie rejsów z Polski. Będziemy pływać z Gdańska po Bałtyku i do fiordów norweskich. W lecie 2018 roku przeniesiemy się też na południe, na Morze Śródziemne. Ale to już będzie inny statek.

A jak się sprzedają rejsy?

Może nie tak jakbyśmy chcieli, ale zdajemy sobie sprawę, że to nowy produkt, wymagający jeszcze trochę wysiłku. Nie znają go jeszcze klienci, a i nasi sprzedawcy dopiero go poznają. Ci ostatni muszą przyjechać sami, przekonać się na czym to polega, żeby móc przekonać klienta. Dlatego organizujemy dla nich podróże studyjne, podczas których poznają statek i same rejsy jako formę wypoczynku. Czekamy spokojnie na efekty, tym bardziej, że zaczęliśmy od trudniejszego sezonu, jakim jest sezon zimowy. Latem rejsy sprzedają się łatwiej.

Jestem optymistą, jeśli chodzi o ten produkt. Uważam, że zarobimy na nim już w pierwszym sezonie. Ale jeśli się to nie uda, nie będziemy płakać, traktujemy to jako inwestycję.

Pokpiwał pan z Polskich Stref organizowanych przez biuro podróży Rainbow w minionym sezonie w Grecji i Chorwacji. Czy rejsy z polską załogą, polską animacją, polską rozrywką, nie są odpowiednikiem Polskich Stref w wydaniu Itaki? I Rainbow, i wy dostrzegliście to samo – potrzebę ośmielenia polskich turystów do korzystania z pewnych produktów poprzez dostarczenie im ich w polskim wydaniu.

Różnica jest zasadnicza – Polskie Strefy mają przyciągać klientów niskobudżetowych. Rejsy są dużo kosztowniejsze, to produkt dla innej grupy turystów. Statek ma standard czterech gwiazdek, a w każdym porcie uczestnicy rejsu korzystają z organizowanych przez nasze kanaryjskie biuro, Fuertę Itakę, wycieczek fakultatywnych.

Jak przewiduje pan rozwój poszczególnych kierunków w nowym sezonie?

Mówiłem już w zeszłym roku – nie będzie siódmego sezonu pod rząd z rosnącą Grecją. Grecja nie będzie już rosła, jak wcześniej, po kilkadziesiąt procent rocznie, raczej przyhamuje. Złoży się na to kilka powodów: za długi trend wzrostowy, zbyt wysokie ceny i konkurencja tańszej Turcji w tym roku.

Nadal jednak Grecja będzie pierwszym kierunkiem, jeśli chodzi o wyjazdy Polaków z biurami podróży.

Domyślam się, że przewidując, że w Grecji będzie trudniej uzyskać wzrost, wprowadziliście tam nowe kierunki. Tylko że mało kto słyszał o Limnos, Chios czy Karpatos. Czy to nie zbyt ryzykowne posunięcie?

O wyspie Chios może i ludzie nie słyszeli, ale kupują ją jak szaleni. Choć nawet nie reklamowaliśmy tej nowości.

Ale ma pan rację, nie wszystkie nasze pomysły od razu przynoszą sukces. Na przykład Limnos, czy włoska przepiękna wyspa Pantelleria, wprowadzone w tym roku, na razie nie zostały dostrzeżone przez klientów. Ale będziemy walczyć, by pozostały w naszej ofercie. Widocznie wymagają więcej czasu. Jak na przykład Samos i Mitylena na Lesbos, które słabo szły jako nowości w zeszłym sezonie, a teraz pięknie odbiły.

Przejęliście też w Grecji kilka hoteli, na które wcześniej miała wyłączność na polskim rynku wasza konkurencja.

Tak. Chcemy sprzedawać hotele, na które jest już popyt, a nie takie, na które popyt trzeba wymuszać niższymi cenami. Wolimy sprzedawać dobre, znane hotele niż trzygwiazdkowe, które trzeba zapełniać, oferując miejsca w nich w last minute.

Nasz program minimum w wypadku Grecji to uzyskanie przynajmniej takiego samego wyniku jak w tym roku. A przypomnę, że zawieźliśmy do Grecji 196 tysięcy klientów, najwięcej ze wszystkich biur podróży na polskim rynku.

W raportach o sprzedaży w biurach podróży pnie się w górę Turcja.

Spodziewaliśmy się powrotu Turcji, ale skala tego trendu nas zaskoczyła. To prawdziwa eksplozja. Myślę, że do Antalyi wyślemy w przyszłym roku 80 tysięcy klientów, a na wybrzeże Morza Egejskiego kolejne 50 tysięcy, czyli razem 130 tysięcy. Dla porównania - w tym roku do całej Turcji wyjechało z Itaką 56 tysięcy turystów.

Na sukces Turcji na polskim rynku składają się: niskie ceny w hotelach, spokój w państwie i to, że przez kilka lat Polacy wstrzymywali się z wyjazdem do Turcji. Te same czynniki odgrywają zresztą rolę, jeśli chodzi o totalny powrót polskich turystów do Egiptu.

Ale już przykład Tunezji pokazuje, że nie wszędzie tak to działa.

Nie zgodziłbym się z panem, widać powolny powrót zainteresowania wypoczywaniem w Tunezji. Porównałbym ten ruch do ewolucji, którą rok wcześniej przechodziła u nas Turcja. W najbliższym sezonie nie będzie więc pełnego powrotu Polaków do Tunezji, do liczb sprzed zamachów w 2015 roku, ale do 30 – 40 procent tamtego ruchu - tak. A to już duży postęp.

Sprzedaż wyjazdów do Hiszpanii – odwołam się znowu do raportów – wyraźnie spada. Jak to jest w wypadku Itaki, która ma bardzo rozbudowany program, szczególnie jeśli chodzi o Wyspy Kanaryjskie?

Mamy nadzieję, jak w wypadku Grecji, uzyskać w Hiszpanii nie gorszy wynik niż tegoroczny. Chociaż muszę przyznać, że niektóre kierunki na razie sprzedają się gorzej. To efekt wysokich cen i „zasysania" klientów przez Turcję i Egipt. Na domiar złego niepokoje polityczne w Barcelonie i Katalonii spowodowały zatrzymanie sprzedaży wakacji na Costa Brava i Costa Dorada. Nie obawiam się natomiast o powodzenie Costa Blanca, Costa del Sol, Ibizy czy Majorki.

Bułgaria – nie udało się w tym roku Itace zrealizować planu 50 tysięcy klientów, skończyło się na 41 tysiącach.

I bardzo dobrze, bo skupiliśmy się na rentowności sprzedawanych wyjazdów, a nie na produkowaniu „paksów". W nowym sezonie na pewno podwyższymy tę liczbę, bo mamy więcej dobrych hoteli w ofercie, ale nie robimy tego dla zaliczania kolejnych rekordów.

Za to kolejne rekordy bije Albania – kierunek spopularyzowany przez Itakę (czytaj: "Prezes Itaki Mariusz Jańczuk: Odkryliśmy diament nad Morzem Śródziemnym").

Albania? Kierunek nieograniczonego wzrostu (śmiech). Itaka ma w tym duży udział, okazuje się, że przywozimy tam najwięcej turystów ze wszystkich biur podróży na świecie. W tym roku było to 21,5 tysiąca. Tygodniowo wysyłaliśmy 9 samolotów do Tirany. W nowym roku planujemy ich 11 – 12.

Chyba zaczyna tam brakować hoteli? Teraz wielu touroperatorów chce tam wozić klientów.

Budują się non stop nowe. Między innymi dlatego nasza oferta nie jest zamknięta, aktualizujemy ją na bieżąco.

Zresztą to dotyczy wszystkich kierunków. Reagujemy elastycznie na popyt, zwiększając podaż tam gdzie to możliwe. Na szczęście rynek raczej domaga się więcej niż mniej. Nie musimy ciąć miejsc i rezygnować z hoteli, ale ciągle szukamy nowych i dodajemy je do naszej oferty.

Wszystko idzie tak świetnie. Nic nie spędza panu snu z powiek?

Śpię znakomicie, szczególnie na statku, kołysanie mnie usypia. Co pan ma na myśli?

Na przykład walkę touroperatorów o hotele w Grecji. Słyszę, że jeden z potężniejszych graczy na rynku europejskim stara się za wszelką cenę przejmować niektóre obiekty.

Czasami my „wyrywamy" hotele konkurencji, a czasami konkurencja podkupuje je nam. Raz obserwujemy to z nerwami, innym razem z rozbawieniem. Z rozbawieniem, jeżeli jakiś hotel z sezonu na sezon podnosi ceny o 30 procent a w dodatku słabo się sprzedaje. Taki obiekt chętnie oddajemy konkurencji. Wiemy, co się stanie – hotel zerwie kontrakt, bo to biuro podróży, o którym pan i ja myślimy, nie zapełni mu pokojów. I wtedy w następnym sezonie wróci do nas, z opuszczonymi cenami. Nie raz tak było – hotele wracały do nas, bo konkurencja, która obiecywała im lepsze obłożenie za wyższe ceny niż mieli u nas, nie dawała rady spełnić tych obietnic.

Co się stało na Litwie, dlaczego nie doszło do przejęcia przez Itakę Novaturasa ("Itaka jednak nie przejmie litewskiego Novaturasa")?

Umowa kupna przewidywała możliwość wycofania się jednej ze stron, w razie gdyby litewski urząd antymonopolowy nie dał, w czasie określonym tamtejszą ustawą, zgody na przejęcie przez nas Novaturasa. W trakcie oczekiwania na zgodę litewskiego UOKiK-u sezon letni przyniósł bardzo dobry wynik w Novaturasie. Firma, z którą się dogadywaliśmy na zakup tego biura podróży zorientowała się, że sprzedała nam je za tanio. Chcieli renegocjować warunki. Nie zgodziliśmy się. Wymyślili więc, że korzystniej dla nich będzie wprowadzić Novaturasa na giełdę i zerwali umowę z nami.

Ale nie wiem, czy na giełdzie sprzedadzą firmę drożej. Nie zamierzamy bowiem wycofać się z planu wejścia na rynek litewski. W lecie 2018 roku będziemy oferować nasze wycieczki z wylotami z Wilna, co – jestem o tym przekonany - nie pozostanie bez wpływu na wycenę Novaturasa. Stawiam to sobie za punkt honoru.

Litwini będą mogli korzystać z wakacji kupionych w Itace bezpośrednio?

Jesteśmy obecni na Litwie od 2009 roku, mamy tam sieć ponad 250 agentów. Litwini mogą więc kupować wyjazdy blisko domu, tyle że wyjeżdżają z nami, lecąc z polskich miast, głównie z Warszawy.

Itaka i Novaturas mają podobnych klientów, a my zaoferujemy im 18 kierunków, w tym przynajmniej połowę takich, których Novaturas nie ma. Nasza oferta będzie więc atrakcyjniejsza.

Bardzo dobrze rozwijamy się też na Białorusi, a Wilno nazywane jest lotniskiem Mińsk II, bo Białorusini latają w takiej samej liczbie z Mińska jak i z Wilna. Jeśli zaoferujemy Białorusinom i Litwinom loty z Wilna, a nie z Warszawy, łatwo sobie wyobrazić, jakie będzie zainteresowanie.

A jak sytuacja w Čedoku, innej zagranicznej spółce Itaki, znajdującej się w waszych rękach od ponad roku?

Zwykle moje przewidywania są bardziej optymistyczne niż życie pokazuje, ale w tym wypadku same liczby mówią za siebie: liczba klientów korzystających z wyjazdów czarterowych wzrosła o 100 procent, zysk na czarterach wzrósł o 100 procent. A wynik finansowy jest pozytywny, chociaż w ostatnich kilku latach, zanim weszła do Čedoka Itaka, był negatywny.

Jeszcze nie do końca zrestrukturyzowaliśmy tę firmę. Chciałbym, aby miała dokładnie taką formę, jaką ma Itaka w Polsce. Ale takich zmian nie można przeprowadzać zbyt gwałtownie. Na razie udało nam się wprowadzić zdecydowanie lepszy produkt i udało się poprawić działanie kilku działów, w tym działu produktu i działu kontraktów.

Ale czy Čedok rozwija się w Czechach, czy dostarcza jedynie klientów Itace na loty z Katowic?

Nie, absolutnie Čedok rozwija się w Czechach. Planujemy też, że będzie się rozwijał na Słowacji. Ma tam licencję i ma zarejestrowaną firmę, którą po prostu obudzimy.

Zapowiadał pan wyprowadzenie Čedoka na pierwsze miejsce w Czechach („Itaka: Čedok będzie pierwszy w Czechach"), czy to jest aktualne?

Mamy za sobą dopiero jeden sezon w Czechach, ale plan, że w ciągu trzech lat staniemy się największym touroperatorem w Czechach jest aktualny. Teraz jesteśmy trzecią firmą za Fischerem i Eximem Tours. O ile się orientuję, my rośniemy, a oni nie. Fischer ma rzeczywiście mocną pozycję i będzie go trudniej przegonić, Exim łatwiej.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL