Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Biura podróży

Kokkino Nero, czyli greckie wakacje po polsku

Filip
„Polska wioska" w Grecji rozczarowuje. Nie ma tu polskiego piwa, nie ma schabowego, nie ma nawet polskiej kiełbasy na grilla. A disco polo tyle, co kot napłakał. I jak tu wypoczywać? Okazuje się jednak, że można, i to całkiem nieŸle

Autokar przeciska się wšskš jezdniš w tunelu zieleni. Zjeżdża z wyżej położonej autostrady do schowanej w tej gęstwinie wioski. Przywiózł turystów z lotniska w Salonikach, teraz zatrzymuje się co sto metrów, przy poszczególnych pensjonatach, żeby wysadzić grupy zakwaterowanych tam goœci. Ostatni przystanek - trzygwiazdkowy hotel Aqua Rosa nad samym morzem. Woda delikatnie obmywa kamienistš plażę.

Jesteœmy w Kokkino Nero. Po polsku w Czerwonej Wodzie, albo lepiej Rudawce. Nazwa wzięła się bowiem od płynšcej œrodkiem strugi rdzawego strumienia wypływajšcego wyżej, na wzgórzach, których pas tworzy jakby mur za plecami Kokkino. Rdzawy kolor to naturalny efekt dużej zawartoœci rudy żelaza w wodzie.

Ale bardziej rzuca się w oczy bujna zieleń dokoła - ogromne platany, lipy, akacje i drzewa orzechowe z zielonymi kulkami niedojrzałych jeszcze orzechów włoskich. Aż trudno dostrzec ukryte w niej pensjonaty, tym bardziej, że każdy ma jeszcze swój ogród z krzewami i kwiatami. O tej porze roku najwięcej tu wielkich fioletowych i różowych kul hortensji.

Na końcu œwiata

Przyjechałem do Kokkino Nero wiedziony famš „polskiej wioski". Opowieœciami o polskim piwie, polskiej wódce, schabowych, polskim grillu, polskiej muzyce i polskich filmach, wœród których można spędzić przyjemnie - według jednych - lub okropnie - jak chcš inni - urlop.

Od ulicy, którš przyjechał autokar, odchodzi pod kštem prostym, tworzšc z niš literę L, druga, biegnie wzdłuż brzegu morza. Od strony lšdu flankuje jš kilka restauracji i tawern. Po jej drugiej stronie cišgnš się należšce do nich ogródki, stoły i parasole.

Obydwie „arterie" można przejœć w 20 minut. – Kiedyœ spotkałam pod sklepem paniusię w sukieneczce, kapelusiku, na wysokich obcasach. Pyta mnie, czy nie wiem, jak dojœć do głównej ulicy. Odpowiadam, że to jest właœnie główna ulica. A ona: „Nie zrozumiała mnie pani, chodzi mi o deptak ze sklepami, restauracjami i takimi tam". Wybierała się na spacer, żeby się pokazać, ale się rozczarowała, bo tu nie ma takich miejsc i takiego klimatu - tę anegdotę opowiada mi pani Iwona, młoda Polka mieszkajšca w Kokkino Nero i prowadzšca tu biuro z wycieczkami fakultatywnymi. Moja przewodniczka po Kokkino, które ze œmiechem nazywa „wiochš".

Nie ukrywajmy, Kokkino Nero to nie luksusowy, czy choćby elegancki, kurort. To niemal odcięta od œwiata wioska ze skromnymi apartamentami i pensjonatami dla turystów, pomiędzy którymi natrafić można na zasłonięty płotem niedokończony budynek (zapewne jakiegoœ planowanego pensjonatu), opuszczony placyk zabaw z rdzewiejšcymi huœtawkami, zarastajšcy trawš wrak samochodu. Klimat jak nad Bałtykiem 30 lat temu.

Pięć sklepów spożywczych, cztery tawerny, dwie piekarnie, dwóch rzeŸników, pizzeria, klub nocny i bankomat. Ten ostatni zainstalowano dopiero w tym roku. Wmurowany jest w œcianę biura użyczonego polskim biurom podróży. Rezydenci Rainbow, Tęczy i Skarpy zgodnie egzystujš obok siebie.

Do najbliższej apteki i posterunku policji jest 15 kilometrów. Do lekarza, przychodni i szpitala - 40 kilometrów.

Ten zestaw uzupełniajš mobilne stragany, które codziennie zjeżdżajš do Kokkino. Jeden przywozi melony, drugi wszystkie inne owoce i warzywa, trzeci - kwiaty. Zatrzymujš się tam, gdzie sš klienci. Melony po 1 euro za kilogram, niewielka skrzynka brzoskwiń (na oko 2 kilogramy) za 2 euro. Czereœnie, morele, arbuzy, œliwki, kabaczki, pomidory i wiele innych.

Polska tylko z nazwy

Jak mówi pani Iwona, w Kokkino Nero mieszka na stałe około 50 mieszkańców. Za to w sezonie przyjeżdża około 1000 letników. Na tyle przynajmniej szacuje liczbę miejsc w lokalnych hotelikach, pensjonatach, studiach i apartamentach. Jej rodzina prowadzi zresztš kilka z nich.

Kokkino Nero dorobiło się przydomku „polskiej wioski", bo od dwudziestu lat klientami miejscowych pensjonatów, apartamentów i hotelików sš głównie turyœci z Polski. Z czasem miejscowi przedsiębiorcy dostosowali się do tego – polskie flagi w restauracji, przy wejœciach do tawern menu po polsku i kilka słów powitania po polsku, które zna tu każdy sprzedawca, restaurator czy kelner. Na stałe mieszkajš tu dwie Polki – pani Iwona i Magda. Jedna prowadzi biuro z wycieczkami fakultatywnymi i pomaga w sklepie teœcia, druga zawiaduje tawernš. Na sezon przyjeżdża też kilka Polek do pracy w restauracjach, Grecy chętnie je zatrudniajš, bo sš pracowite, uœmiechnięte i... znajš polski, a to w Kokkino Nero atut szczególny.

Powiedzmy sobie jednak od razu – na tym kończy się polski charakter Kokkino Nero. Żadnych schabowych, żadnego polskiego piwa czy wódki w sklepie, żadnej polskiej kiełbasy na grilla. Grecy jeszcze nie zwariowali, żeby sprowadzać takie rzeczy, kiedy majš własne specjały. Jedyne odstępstwo od tradycji z ich strony to pizzeria i cukiernio-piekarnia, w której serwuje się włoskš kawę Illy. Poza tym królujš souvlaki, mousaka, giros, buru buru, dorada z grilla, gotowane małże, smażona oœmiornica i inne owoce morza, ser feta, oliwki, pomidory, brzoskwinie, melony, oliwa, białe wino i ouzo.

Kino w hamaku

Atrakcje Kokkino Nero to morze, słońce, stosunkowo wšska kamienista plaża i druga, szersza z tak drobnymi kamykami, że prawie piaszczysta, chociaż też szara. Bogate w żelazo Ÿródło wypływajšce z gór, którego woda gromadzona jest powyżej wioski w kamiennych zbiornikach, gdzie można zażyć leczniczej ponoć kšpieli, a także osišgalny po krótkim spacerze bizantyjski most i niewielki wodospad. Po drodze każdy wstępuje do malowniczego koœcioła prawosławnego. Koniec atrakcji.

Aha, hotel Aqua Rosa ma niewielki basen, z którego mogš korzystać wszyscy chętni, jeœli tylko wykupiš w barze jakiœ napój, a wieczorami otwiera podwoje klub z muzykš do tańca – „King Size". Teraz to już naprawdę wszystko.

Dla jednych to wszystko, czego potrzeba, żeby wypoczšć. Innym jednak trochę mało. Z myœlš o tych drugich biuro podróży Rainbow postanowiło ożywić sennš atmosferę „wiochy". Tak narodziła się idea „Polskiej strefy". Na niewielkim placyku przy Aqua Rosie touroperator postawił sto kolorowych leżaków, dwa ogromne hamaki, stoły z krzesłami, nadmuchiwany ekran, kilka głoœników i sprzęt do puszczania muzyki i filmów. Wynajšł do prowadzenia co wieczór zabawy dwóch ludzi - didżeja i wodzireja. Na słupach przy drodze nakleił zaproszenia do zabawy. Tylko tyle i aż tyle.

O godzinie 18. Polska Strefa rozpoczyna działalnoœć. Wodzirej głoœno zachęca do odwiedzenia tego miejsca. Nie wszyscy jeszcze wrócili z plaży, niektórzy dopiero zbierajš się na kolację, ale sš już pierwsi goœcie. Wypożyczajš warcaby, chińczyka, Scrabble'a, lub inne gry planszowe. Zawsze znajdzie się też ktoœ, kto woli na pobliskim trawniku rozcišgnšć mięœnie gonišc z rakietkš badmintona za lotkš lub rzucajšc talerzem frisbee.

Nie ma żadnych ograniczeń, nie ma żadnych biletów, opłat ani pytań, skšd kto przychodzi. Strefa jest otwarta dla wszystkich, a konferansjer zaprasza przechodzšcych. I już zapowiada film.

Zawsze o 19.30 zaczyna się projekcja. „Kiler", „Kilerów dwóch", „Chłopaki nie płaczš", „Vinci", lecš na zmianę z przygodami Jamesa Bonda w „Skyfall" czy z filmem „Diabeł ubiera się u Prady". Chociaż jeszcze jasno i film słabo widać na ekranie, leżaki powoli się zapełniajš, powodzeniem cieszš się też hamaki, na których szczególnie przyjemnie można się rozłożyć, nie tylko pojedynczo.

W kolejce do kiełbasy

Po filmie zaczyna się częœć wieczoru, budzšca najwięcej emocji – konkurs! Zapada zmrok, na widowni publicznoœć gęstnieje. Codziennie program przewiduje inny quiz. Najwięcej zaangażowania wymaga „Wenus kontra Mars", sprawdzian umiejętnoœci kulinarnych (walczš dwie drużyny – męska i żeńska) i wiedzy o płci przeciwnej. Najwięcej œmiechu wzbudzajš zawody w nadmuchiwaniu balonów i doprowadzaniu do ich pęknięcia przez siadanie na nich. Dużo emocji widać podczas konkursu œpiewania, karaoke. Temperatura roœnie, publicznoœć dopinguje drużyny lub poszczególnych wykonawców. Sił próbujš starzy i młodzi. A wodzirej chętnie rozdaje nagrody zwycięzcom – gadżety od biura podróży: maty plażowe, torby, saszetki na pasku, wiatraczki na baterie, plecaki. Najwytrwalsi przychodzš codziennie, żeby skompletować sobie cały zestaw.

Ostatnim etapem wieczoru jest dyskoteka. Nawet ci, którzy wczeœniej nie brali udziału w zabawie, teraz podrygujš przy œwiatowych przebojach. Na betonowym parkiecie plšsa kilkadziesišt osób. Rodzice w œrednim wieku wycišgajš skrępowanš nastoletniš córkę, zakochana para dwudziestoparolatków bawi się, nie widzšc œwiata poza sobš, cztery osiemnastoletnie przyjaciółki tworzš własne kółko, w centrum szaleje zaœ grupa rzeœkich emerytów.

Pulsujš kolorowymi œwiatłami plastikowe kubiki. Z maszyny lecš kolorowe bańki mydlane. „Los chce ze mnš grać w pokera/para para, ooo!/Raz szczęœcie daje, raz zabiera" – didżej wplata czasem między zagraniczne przeboje piosenki z repertuaru polskich zespołów disco polo. Czasem puszcza też dla równowagi „Greka Zorbę" – taniec wymagajšcy trzymania się za ramiona integruje uczestników zabawy .

Podczas gdy pod ekranem trwa w najlepsze zabawa, na drugim końcu placu ustawia się kolejka do grilla (organizowany jest raz w tygodniu). Młody Grek wykłada na ruszt kiełbasę, przypominajšcš naszš białš. Dostarcza jš miejscowy masarz. Goœcie pochłaniajš kiełbasę, ciekawi jej smaku. – Smaczna? – Smaczna, ale du..y nie urywo – œmieje się turystka ze Œlšska.

O godzinie 23 muzyka milknie. Ale komu mało, może przenieœć się do King Size'a, sto metrów dalej.

I tak życie w Kokkino Nero płynie według ustalonego rytmu – rano plaża lub całodzienna wycieczka fakultatywna (skorzystać można z wielu wyjazdów, od bardzo dalekich, do Aten, po bliższe, na Skiatos, do Meteorów, do podnóża Olimpu, na spływ kajakowy lub safari w górach), a wieczorem rozrywka w Polskiej Strefie.

Jest alternatywa

W Kokkino Nero rozmawiam z turystami. Większoœć jest tu pierwszy raz. Większoœć też wybrała tę miejscowoœć nie ze względu na jakieœ szczególne jej walory, ale ze względu na niskš cenę wakacji, jakš oferujš Rainbow, Tęcza czy Skarpa. Co więcej, wielu nawet nie wiedziało o „polskim" charakterze tego miejsca, a tym bardziej o Polskiej Strefie. Sš więc zaskoczeni.

Ernest, Szymon, Justyna, Paulina, Joanna, Emilia (30+) przyjechali spod Krakowa. W sumie tworzyli trzypokoleniowš grupę (dziadkowie, rodzice, dzieci) złożonš z trzynastu członków kilku zaprzyjaŸnionych rodzin, ale częœć jej uczestników już wyjechała. Ernest z żonš byli w Kokkino siedem lat temu, a teraz, kiedy nadarzyła się okazja, chętnie wrócili tu z przyjaciółmi. Tę okazję wypatrzyła Joanna, która pracuje w jednym z krakowskich biur podróży. Już we wrzeœniu zeszłego roku zawiadomiła towarzystwo, że można pojechać do Grecji na tydzień za 700, a na dwa tygodnie za 750 złotych od osoby.

To odcięcie od reszty œwiata Kokkino, jest dla krakowian atutem tego miejsca. – Czujemy się jak w Bieszczadach. Cywilizacja daleko i kiedy zapada mrok można obserwować œwiecšce mocno na czarnym niebie gwiazdy. Jest cicho i spokojnie, to nam odpowiada – mówiš.

- JeŸdziliœmy trochę po œwiecie: Fuerteventura, Teneryfa, Chorwacja, Korfu, Albania, Czarnogóra. Mamy więc porównanie i doceniamy Kokkino za to, że nie ma tu zadęcia i blichtru, jak w wypasionych kurortach. Lubimy ten grecki luz – wyjaœnia Ernest. Jak przyznaje, jest jeszcze coœ, bez czego nie wyobrażajš sobie udanych wakacji – smacznego lokalnego jedzenia. Dlatego, chociaż biuro podróży Rainbow oferuje możliwoœć wykupienia całodziennego wyżywienia, swoistego „all inclusive", stołujš się w miejscowych tawernach.

Jak poza tym spędzajš czas? - Byliœmy na trzech wycieczkach fakultatywnych, kšpiemy się i biesiadujemy - opowiadajš. Codziennie też można spotkać ich w Polskiej Strefie. Wypożyczajš gry planszowe, czasem wezmš udział w konkursie lub przynajmniej poobserwujš jego przebieg, potańczš.

Jak mówiš, strefa nie miała dla nich znaczenia przy wyborze miejsca wypoczynku, ale ku ich własnemu zaskoczeniu, okazała się całkiem przydatna. – To rewelacyjny pomysł, jest gdzie wspólnie posiedzieć, pobawić się, zintegrować. Przymusu nie ma, ale jest alternatywa – mówiš.

Danuta i Krzysztof (60+) przyjechali z Piotrkowa Trybunalskiego, w Kokkino Nero sš pierwszy raz. Jak mówiš, na emeryturze nadrabiajš zaległoœci w zwiedzaniu œwiata. W ostatnich latach byli już w Chorwacji, Turcji i Hiszpanii. Do Grecji przyjechali właœciwie przez przypadek. – Koleżanka zachorowała i musiała odstšpić wczasy za 1600 złotych dla dwóch osób – opowiada Danuta. – Dopłaciliœmy 110 złotych za zmianę nazwisk i przyjechaliœmy. Za tę cenę warunki mamy bardzo dobre.

Małżeństwo skorzystało już z okazji i wybrało się na wycieczki fakultatywne do Meteorów i na rejs na Skiatos. Danuta lubi tańczyć, wycišga więc co wieczór męża do Polskiej Strefy, czasem obejrzš film. - Nie wykluczamy, że za rok tu wrócimy – deklarujš.

Jak nie Kokkino to RODOS

Janina i Edward (60+) – ona recepcjonistka w przychodni, on kierowca autokarów z 40-letnim stażem - sš na emeryturze. Pierwszy raz w Grecji. Za dwa tygodnie wypoczynku z wyżywieniem zapłacili we dwoje 3500 złotych. Wycieczkę wykupili jeszcze w paŸdzierniku, u agenta turystycznego. Sš zadowoleni z tej decyzji. – Zapłaciliœmy mniej niż byœmy musieli wydać nad Bałtykiem – ocenia Janina, i chyba wie co mówi, bo jest z Gdańska. – Poza tym wolimy na staroœć ciepłe morza, w zeszłym roku odpoczywaliœmy w Hiszpanii. Najbardziej cieszy ich jednak spokój i cisza w Kokkino Nero. – W Gdańsku mieszkamy przy hałaœliwej głównej ulicy. A tu nawet jednego samochodu – chwali Janina. – I telewizor nie chodzi cały dzień – dodaje ze œmiechem, ale i z wyraŸnš ulgš. – W domu mšż oglšda telewizor na okršgło, od rana, wszystko jak leci (Edward próbuje protestować).

Odpowiada im, że wszędzie mogš się porozumieć po polsku. - Za naszych czasów w szkole uczyli tylko rosyjskiego, a teraz już za póŸno na naukę angielskiego – mówiš na usprawiedliwienie. Znajš za to trochę słów po kaszubsku. – Wie pan, co to Yl? – pyta Edward, a widzšc zdziwienie na twarzy rozmówcy, wykrzykuje triumfalnie: – Hel!

Kiedy wrócš z Kokkino Nero resztę wakacji spędzš „na Rodos". – W Rodzinnych Ogródkach Działkowych Ogrodzonych Siatkš – œmieje się Edward.

W zeszłym roku, po szeœciu latach wakacji nad Bałtykiem, Patrycja i Mateusz (30+) z Krakowa „zdradzili polskie morze" i pojechali na urlop z trojgiem dzieci (dzisiaj w wieku 5, 10 i 12 lat) do Chorwacji. W tym roku zdecydowali się na Grecję. Mateusz instalatorem gazowym, Patrycja od niedawna pomaga w biurze. Jak podkreœlajš, mogli sobie pozwolić na ten wyjazd dzięki pienišdzom z programu 500+. Do Kokkino przyjechali z rodzicami Mateusza. - Pierwszy raz spędzamy wakacje bez gotowania, nie musimy stać przy garach! – podkreœla Mateusz. – Mamy wykupione wyżywienie, dzięki czemu wypoczywamy podwójnie. A jedzenie jest różnorodne i œwieże, przy tym możliwoœć jedzenia na powietrzu, tuż nad morzem, jeszcze dodaje naszym wakacjom uroku.

Mateusz nie może się nacieszyć zorganizowanymi wakacjami. Wymienia inne atuty: opieka rezydenta („znalazł nasz bagaż, który się zawieruszył"), piwo nie droższe, a nawet tańsze niż w Polsce, na plaży nie trzeba się meldować o 8 rano i wykłócać o miejsce z sšsiadami, jak to bywało w Chłapowie, woda w morzu cieplejsza niż w Bałtyku, można się w każdej sprawie porozumieć po polsku, a Grecy sš życzliwi. – To pierwsze nasze takie wakacje, ale na pewno nie ostatnie – zapowiada Mateusz.

Z Grekami idzie się dogadać

- Miała być Grecja i miało być budżetowo. Było nam obojętne, z jakim biurem podróży pojedziemy, byleby nie było to biuro (tu pada nazwa – red.), na którym się kiedyœ sparzyliœmy – mówiš Dominik i Mariola (20+) z Wrocławia . Oboje sš chemikami, œwieżo po studiach, podjęli niedawno pierwszš pracę. W internecie znaleŸli dwa miesišce wczeœniej ofertę odpowiadajšcš ich kryteriom. Dopiero na miejscu zorientowali się, co wybrali. Wielkoœć Kokkino nieco ich wystraszyła. Pogoda poczštkowo też – wiał silny wiatr, na niebie wisiały chmury, czasem padał deszcz. – Dlatego wykorzystaliœmy pierwsze dni na wycieczki do Meteorów i na Skiatos. PóŸniej się rozpogodziło, chodzimy więc na plażę, ale nie na tę kamienistš w samym Kokkino, tylko na piaszczystš, do oddalonej o pięć kilometrów Kutsupii (gr. Koutsoupia). Ludzi jest tam mało, mamy jš prawie całš dla siebie. Po zeszłorocznych wakacjach w Makarskiej w Chorwacji, gdzie było gęsto od turystów, to duża odmiana.

W tawernach zajadajš gyros, mousakę, souvlaki, buru buru (papryka z serem na goršco). – Podczas wakacji wolimy się odcišć od Polski, a tu na nasze powitania i grzecznoœciowe zwroty po angielsku, słyszymy polskie „dzień dobry" i „dziękuję". To jednak wcale nam nie przeszkadza, nawet jest miłe.

A wieczorem? Wieczorami byœmy się zanudzili, na szczęœcie jest Polska Strefa, gdzie można potańczyć. To dla nas wybawienie. Do Kokkino już raczej nie wrócimy, bo chcemy zwiedzać inne miejsca, ale polecimy miejscowoœć naszym rodzicom, a nawet dziadkom. Polski charakter będzie im odpowiadał.

Codziennie w ogrodzie przed swoim apartamentem grilla urzšdza sobie grupa energicznych emerytów (60+) z Chrzanowa i Kętów w Małopolsce. ZaprzyjaŸnili się z właœcicielem obiektu, Konstantinosem. - Czujemy się u niego jak na wakacjach u wujka. Przychodzi do nas na grilla, bawi się z nami - relacjonujš.

Chociaż nie znajš języków obcych, dzięki charakterowi wioski „szło się dogadać z Grekami, bo umiš trochę po polsku".

Chrzanowianie szykujš się już do powrotu do kraju, ale przez dwa tygodnie nie opuszczali żadnego konkursu ani dyskoteki w Polskiej Strefie. Wodzirej ich uwielbia, bo kiedy zapowiadał imprezę „w stylu latino", oni przychodzili cali w kwiatach (stroje przygotowane z pomocš żony Konstantinosa), a kiedy tematem przewodnim było „white party" byli poprzebierani w białe stroje, przygotowane z wykorzystaniem przeœcieradeł i... papieru toaletowego. - Bez strefy byłoby nudno – mówiš i na wspomnienie wesołej zabawy wybuchajš œmiechem.

Przed Kokkino Nero dwadzieœcia razy wyjeżdżali tš samš paczkš do Chorwacji. Zdradzili jš dla Grecji pierwszy raz i nie żałujš. – W tym roku było nas oœmioro, ale za rok przyjedziemy w szesnaœcioro – zapowiadajš. – To były wczasy życia!

Autor był w Kokkino Nero w czerwcu na zaproszenie biura podróży Rainbow.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL