Analizy

Dąbrowska: Prezydent Andrzej Duda pisze listy do M. Odpowiedzi brak…

Fotorzepa, Robert Gardziński
Listy wysyłane z Pałacu Prezydenckiego do ministra obrony narodowej pozostają bez odpowiedzi. Ale może to lepiej?

Kolejna odsłona korespondencyjnego sporu prezydenta Andrzeja Dudy z szefem MON Antonim Macierewiczem. Tym razem chodzi o list z 16 marca, w którym zwierzchnik Sił Zbrojnych pyta ministra obrony, dlaczego nie otrzymał odpowiedzi na swoje wcześniejsze pisma, wystosowane do MON w okresie od grudnia 2015 r. do października 2016 r. „Niektóre z nich mają szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa – tłumaczy prezydent. – W związku z powyższym oczekuję od Pana Ministra zajęcia pilnego stanowiska w przedmiotowych sprawach oraz przesłanie odpowiedzi na mój adres". Zarówno resort obrony, jak i jego szef milczą.

Fakt wysłania tego „monitu na najwyższym szczeblu" potwierdził szef biura prasowego prezydenta Marek Magierowski. Odpowiedź z MON w sprawie braku odpowiedzi nie nadeszła.

Korespondencja prezydenta z ministrem ma charakter urzędowy. Listom głowy państwa nadano numer ewidencyjny i zapisano w książce wychodzącej korespondencji. To nie jest impresja dotycząca najnowszych trendów w fasonach ubranek dla psów, tylko pisma dotyczące najważniejszych spraw w państwie. Co na ten temat mówi kodeks postępowania administracyjnego? Organ czy urząd, do którego napłynie takie pismo, ma obowiązek „niezwłocznie udzielić odpowiedzi". Jeśli sprawa wymaga wdrożenia postępowania administracyjnego, urząd ma 30 dni na odpowiedź. Termin ten może być przedłużony do dwóch miesięcy, „jeśli sprawa jest szczególnie skomplikowana". Wiadomo już, że MON nie odpowiedział na żadne z pism ani niezwłocznie, ani w terminie 30 dni. Cała korespondencja z okresu od grudnia 2015 do października 2016 r., o którą pyta prezydent, dawno już utraciła szanse na odpowiedź w terminie przeznaczonym dla spraw wyjątkowo skomplikowanych. Co w takiej sytuacji może zrobić Kancelaria Prezydenta? Teoretycznie, wobec braku odpowiedzi, powinna wezwać ministra do usunięcia wad w podjętych decyzjach...

Ten scenariusz to oczywiście urzędnicze science fiction. W Polsce, w relacjach na szczycie władzy, nie rządzi bowiem k.p.a., tylko polityka. Minister Macierewicz wie, że jego pozycja to funkcja uwarunkowana polityką, i dlatego żadne terminy go nie obowiązują. Ale właśnie nadszedł moment, w którym jego pozycja wyraźnie się zachwiała. I zapewne nie jest przypadkiem, że epistolarne wysiłki prezydenta wyciekają do mediów. Dobrze byłoby zapewne, gdyby minister obrony odpowiadał prezydentowi na listy, świadczyłoby to o tym, że państwo nie istnieje „jedynie teoretycznie". Ale jednocześnie mogłoby to narazić Andrzeja Dudę na to, że... odpowiedź zostanie mu udzielona w stylu, który jest nie do podrobienia: „Z niesmakiem przeczytałem Pana słowa (...), w których próbuje Pan obrazić Pana dyrektora Bartłomieja Misiewicza, sugerując podejmowanie przez niego działań niegodnych i szkodliwych dla Rzeczypospolitej" – to fragment listu ministra Macierewicza do Pawła Kukiza, wysłanego w styczniu, a ujawnionego przez lidera Kukiz'15 w środę na Facebooku.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL